sobota, 28 września 2013

Rozdział 18

- Malik, ktoś do ciebie! - pukanie przerwało krótką drzemkę Zayna. Wkurzony zwlókł się z łóżka, człapiąc do drzwi.
- Boże, czego?! Ohh, cześć! - uśmiechnął się, napotykając znajome niebieskie oczy.
- Musimy pogadać, Zayn.
- Coś się stało?
- Nie, to znaczy tak. Chyba. Nie wiem – zaczęła się jąkać.
- Pezz, co jest? – zapytał zaniepokojony reakcją dziewczyny.
- Bo ja chciałam….porozmawiać…o czymś ważnym – szepnęła, wchodząc do pokoju.
- Zamieniam się w słuch.
- Nie wiem od czego zacząć. Po tym, co teraz Ci powiem, zrozumiem, jeśli mnie znienawidzisz i wyślesz za kratki.
- Zaczynam się bać – usiadał na łóżku w skupieniu obserwując blondynkę. Perrie niepewnie podeszła do niego i przycupnęła obok. – Najlepiej zacznij od początku.
- Więc, najpierw mnie wysłuchaj, a potem możesz zrobić z tym, co chcesz. Ja i dziewczyny jesteśmy osobami odpowiedzialnymi za wszystkie wypadki gwiazd - westchnęła. - Na początku miałyśmy zabić też twoich przyjaciół i ciebie, dlatego tutaj jesteśmy. Miałam za zadanie zbliżenie się do ciebie, żeby dowiedzieć się wszystkiego o Was i waszej ochronie, ale….
- Co kurwa?! – warknął Malik. – Czy ty się słyszysz?! – wstał i podszedł do okna – Błagam, powiedz, że to jest jakiś pierdolony żart.
- N…ni…nie je…jest – wyszeptała Edwards. Gdy Zayn miał się odezwać, zadzwoniła komórka niebieskookiej. Szybko wyjęła sprzęt i przeczytała zawartość SMS'a.
Od: Justin
Jak tam nasz plan? :)
Mulat szybko podszedł do dziewczyny i wyrwał jej telefon. Przeczytał wiadomość, a następnie rzucił aparatem przez cały pokój.
- Jaki plan? – krzyknął. – Jaki kurwa plan? Może za chwilę wbiegnie tu ten Justin, Matt czy chuj wie kto i zastrzeli mnie, co? Przecież o to Ci cho… - urwał, gdy zobaczył łzy na policzkach dziewczyny. Perrie bała się takiej reakcji. Wiedziała, że Zayn potrafi wybuchnąć, ale nie myślała, że aż tak. Chociaż wcale mu się nie dziwiła, sama postąpiłaby w ten sposób, słysząc te wszystkie brednie.
- Ta wiadomość jest od Justina i nie, nie chodzi tu o zabicie Was. Zmyliliśmy ich, żebyście mogli wrócić do domu. Na początku to było dla nas jak zadanie, ale wiele się zmieniło. Poczekajcie kilka dni, nie wychodźcie z hotelu, załatwimy ich i wtedy będziecie mogli wrócić do Londynu – powiedziała szybko i odwróciła się w stronę drzwi. Gdy już chciała wyjść, poczuła jak Zayn łapie ją za rękę, chciała ją wyrwać, ale została zamknięta w żelaznym uścisku.
- Przepraszam – wyszeptał – Wierze Ci tylko…po prostu…to dla mnie za dużo.
- To ja przepraszam. Naprawdę chcemy zakończyć to wszystko.
- Wierze Ci – odsunął się od niej – Trzeba powiedzieć reszcie.
- Leigh poszła do Nialla, a Jade do Liama.
- No to musimy jeszcze pogadać z Harry’m i Louisem.


Jade siedziała na fotelu w pokoju Liama, czekając na jego reakcję. Opowiedziała mu wszystko, począwszy od pierwszego zlecenia, kończąc na wczorajszej rozmowie z Justinem i Patrycją. Nie wiedziała, jak chłopak zareaguje na takie informacje, ale przeczuwała, że to nie będzie nic dobrego. Już od pięciu minut Payne nie odzywał się ani słowem, a ona z każdą sekundą traciła nadzieję na to, że wszystko pójdzie zgodnie z planem.
- Powiesz coś? – zapytała niepewnie.
- Nie wiem, co mam powiedzieć. To dla mnie za dużo. Nie wiem, co mam o tym wszystkim myśleć i chyba na razie będę potrzebował czasu, żeby…
- Rozumiem. To ja już pójdę – szepnęła. – Możecie być spokojni, postaramy się wszystko załatwić do końca tego tygodnia – dokończyła, wstając.
- Ale gdzie ty idziesz?
- Powiedziałeś, ze potrzebujesz cza…
- Nie! Nie! Nie! Źle mnie zrozumiałaś. Potrzebuje czasu, żeby to wszystko zrozumieć i sobie poukładać, ale nie zamierzam rezygnować z kogoś, kogo kocham – powiedział, podchodząc do niej.
- Ty mnie…co?
- Tak Jade. I wierze w każde twoje słowo. Mam nadzieję, że mogę Ci zaufać i za chwilę nikt nie wpadnie do mojego pokoju z bronią – zaśmiał się cicho. Thirlwall nie spodziewała się, że po tym wszystkim on tak po prostu jej uwierzył. Gdyby to było możliwe jej serce skakałoby ze szczęścia. Podeszła do niego, a następnie wtuliła się w jego tors.
- Ja też Cię kocham – szepnęła.


Leigh miała najgorzej, miała porozmawiać z Niallem. Była niemal pewna, że po tym wszystkim, chłopak nie odezwie się do niej już nigdy więcej. Niepewnie zapukała do drzwi.
- Hej Leigh! – uśmiechnął się, wpuszczając ją do środka.
- Chciałam z Tobą porozmawiać – powiedziała cicho.
- Z twojej miny wnioskuje, że to nie będzie przyjemna rozmowa.
- Niestety. Mam do Ciebie prośbę. Nie przerywaj mi, dopóki nie skończę, dobrze?
- Okej.
- Więc... Chodzi o to, ze ty nie wiesz o mnie wszystkiego – zaczęła. – Ja, Perrie, Jesy i Jade jesteśmy osobami odpowiedzialnymi za wszystkie ataki na gwiazdy. Na Was też. Współpracowaliśmy z Justinem i Patrycją. To Justin zabił Julię, choć ja tego nie chciałam, odkąd wiedziałam, że Ci na niej zależy. Nie posłuchali - przerwała na moment, odwracając wzrok od przerażonych oczu Nialla. - Na początku tej pracy wykonywałam każde polecenie bez żadnych problemów, ale z biegiem czasu miałam tego dość i teraz, gdy poznałam Ciebie i chłopców, wiem, że to będzie ostatnia taką akcja, w której biorę udział. Kiedy byliśmy na wyjedźcie, wymyśliłyśmy z dziewczynami plan, jak pozbyć się Justina i Patrycji. Chcemy, żebyście w końcu mogli wrócić do domu, bo wiem, że macie dość siedzenia poza domem. Przepraszam, za wszystko cię przepraszam. Możesz winić mnie, ale proszę, nie dziewczyny. One naprawdę Cię polubiły.
Niall nie wiedział, co powiedzieć. Z trudem powstrzymał łzy. Z jednej strony czuł się oszukany, a z drugiej poczuł ulgę, że jemu i reszcie zespołu nic nie grozi. Nie wiedział, co zrobić z Leigh. Nie chciał kończyć z nią znajomości, chociaż powinien. Rozum mówił, żeby uciekał od niej jak najdalej, jednak serce chciało zostać i już nigdy nigdzie nie iść.
- Cieszę się, że mi to powiedziałaś. I jeśli to ma pomóc wrócić nam do domu, to ja wchodzę w ten wasz plan. Mam nadzieję, że wypali.
- Dziękuję.
- Ale mam jeden warunek - dodał szybko.
- Jaki?
- Między nami zostaje tak, jak było. Nie chce stracić kontaktu z żadną z Was – uśmiechnął się lekko – Inaczej się wypisuję.
- Jesteś głupi – zaśmiała się Leigh.


- Że co kurwa!? – krzyknął Harry, gdy dowiedział się prawdy.
- Nie wierze. To jest jakiś żart? – zapytał Tomlinson.
- Nie, kretynie, to nie jest żart – jęknęła Jesy. Jako jedyna zachowywała zdrowy rozsądek w tej całej sprawie. Perrie nadal była roztrzęsiona. Jade i Leigh też nie wydawały się obecne myślami. Już niewspominając o chłopakach, którzy ledwo siedzieli na swoich miejscach. 
- Czyli to wszystko tak na serio? Tak serio, serio?
- Czy ja mówię po chińsku? Tak!
- Jesy, wyluzuj - bąknęła Jade.
- Okej, okej! Po prostu nie lubię pracować z amatorami. – zrobiła młynka oczami.
- Pamiętaj, że to jest ostatnia akacja, w której ktoś ginie – wtrąciła się Pinnock.
- Tak, to też wiem. – powiedziała – To jak? Wchodzicie to?
- A mamy inne wyjście? – warknął Styles.
- No i to mi się podoba – uśmiechnęła się Nelson. – Tutaj macie zdjęcie Patrycji i Justina. Harris pracuje w hotelu, więc radze uważać co i przy kim mówicie. Justin też może się czasami kręcić w pobliżu. Jest nieobliczalny. Wpadniemy do Was jutro, żeby wszystko ustalić. – dokończyła, po czym opuściła apartament chłopców wraz z resztą dziewczyn. 

- I co o tym myślicie? – Liam z głębokim westchnieniem oparł głowę o zagłówek fotela. – To jest popieprzone.
- Nie ma żadnego mordercy – Niall pokiwał głową w osłupieniu. – To ten cały Justin. To jego wina – zacisnął dłonie w pięści, oparł łokcie o blat stołu. – Dorwę gnoja.
Louis grzebał widelcem w kawałku ciasta, robiąc z niego papkę. Z konsternacją obserwował Harry’ego o dziwo niewzruszonego całą sytuacją.
- Lubię dziewczyny – Tommo wzruszył ramionami. – Możemy nadal być przyjaciółmi?
Malik prychnął ostentacyjnie, wyglądając za okno. Uspokoił się, jednak wciąż nie mógł poskładać myśli. Przeszukał szuflady kredensu i, ku niezadowoleniu Liama, zapalił papierosa.
- Przyjaciółmi – wypuścił powietrze, wypełniając pokój zapachem tytoniu. – A kiedykolwiek nimi byliśmy?
- Zayn, przecież Perrie wiele dla ciebie znaczy. Tak po prostu ją przekreślisz?
- Co ty możesz o tym wiedzieć, twój gejowski świat nie ma za szerokich perspektyw.
- Zayn! – Niall spiorunował mulata wzrokiem. – Wyżywaj się na swojej durnej fajce, zostaw Louisa w spokoju.
- Nie, w porządku – Tomlinson wypuścił sztućce z rąk. – Przecież to pan i władca Malik tutaj najbardziej oberwał. Bo tylko on ma prawo czuć się oszukanym i zdradzonym. Tylko…
- Skończ – Harry przerwał mu drastycznie.
- Spójrz na swoje wybujałe ego, panie nienormalny – Louis podszedł do Zayna, wyciągając mu papierosa z ust. Zaciągnął się, po czym powoli buchnął mu dymem prosto w zdezorientowaną twarz. – Ulżyło ci?
- A tobie?
- Dobra, koniec – Liam uderzył pięścią w ramię fotela. – To najmniej odpowiedni moment na sprzeczki. Zayn, nam też jest przykro serio. Ale może Louis ma rację? Mamy to wszystko przekreślić?
- Nie chcę zostawiać Leigh-Anne – cichy głos Nialla skupił uwagę wszystkich zebranych. – Cokolwiek postanowicie, ja w to wchodzę. Sam urwałbym gnojowi jaja, ale sytuacja wymaga profesjonalizmu.
- Ciężko mi na sercu, Horan. Już nas nie potrzebujesz – Harry dramatycznie otarł łzę z oka. – Naprawdę się zmieniłeś. Dojrzałeś – dodał już poważnym tonem, obdarowując przyjaciela uśmiechem. – Idę z Niallem.
- I ja.
Liam, Harry i Niall wpatrywali się w pozostałą dwójkę, która wciąż obdarowywała siebie niezbyt miłymi spojrzeniami.
- Przepraszam, że cię wyzwałem – rzucił gorzko Zayn, wpatrując się w podłogę jak skarcone dziecko. – Wcale tak o tobie nie myślę, dobrze o tym wiesz.
- Wiem.
- Więc, zgoda?
Louis z powątpiewaniem zlustrował wyciągniętą dłoń Malika. Wyjął z ust niedopałek, wkładając go z powrotem między wargi ciemnowłosego. Ścisnął jego rękę, mówiąc:
- Zgoda. Ale umówmy się, że i tak mam lepszą fryzurę niż ty.
Wszyscy zachichotali.
- Po moim trupie, Tomlinson – Zayn próbował zachować powagę, lecz mimowolnie nie mógł pohamować śmiechu.
- I jak? – Liam rozejrzał się po pokoju. – Jesteśmy razem w tym bagnie?
- Jesteśmy razem w tym bagnie – westchnął Niall, ściskając chłopaków. – Miłość jest przereklamowana…

_____________________________________________________

Jestem zmęczona, pragnę spać, więc idę spać i ma wam się podobać, bo ślęczałam po nocy! PIS JOŁ! :(

Hej! <3
Widzę, że to ja muszę odwalić "przemowę"
Dzięki patałachu! xd
Też jestem zmęczona, może dlatego rozdział jest troszkę krótszy niż poprzednie.
Po za tym szkoła daje w kość, masakra i tyle. A co tam u Was?
To tyle.
Padam
Buziaki! <3

piątek, 20 września 2013

Rozdział 17

Kilka kolejnych dni minęło bardzo szybko. Leigh i Niall byli na dwóch randkach. Raz na pikniku, a potem w restauracji. Niestety, ich pierwsze spotkanie popsuła pogoda, przez co zostali zmuszeni do siedzenia w domku. Zajadali się słodyczami i oglądali filmy, miło spędzając czas. Starali się poznawać siebie coraz lepiej. Opowiadali sobie różne historie z całego życia - niektóre smutne, inne radosne. Druga randka wypadła o wiele lepiej. Wybrali się do małej knajpki z pięknym widokiem na pobliskie góry. Przyjemnie spędzili ten romantyczny wieczór.

W tym samym czasie, tylko w innej restauracji Liam wraz z Jade jedli kolację. Niezwykle miły wieczór w swoim towarzystwie odpowiadał im bardziej niżeli przepychanki na korytarzu w wynajętych domkach. Panna Pinnock do końca wyjazdu narzekała, że przegrała zakład i musiała zapłacić swojej przyjaciółce sto funtów. Jesy natomiast od razu zaczęła roztrwaniać zarobione pieniądze.

Louis i Harry także skorzystali z chwili wolnego i wybrali się razem na stok. Mało brakowało, a wróciliby do kurortu cali połamani. Ostatniego dnia poszli na długi spacer, ciesząc się sobą. Wiedzieli, że gdy wrócą, sprawy znacznie się pokomplikują.

Zayn i Perrie wszystko sobie wyjaśnili. Na początku Edwards nie była pewna, co zrobić, lecz z czasem zdała sobie sprawę, że od dawna kocha Zayna. Nie raz już o tym myślała, ale zawsze odrzucała tę sprawę w jak najdalsze zakątki jej umysłu.

Niezastąpiona Nelson resztę wyjazdu spędziła na obmyślaniu planu. Reszta dziewczyn pozostała zajęta miłosnymi sprawami, więc to na nią spadła cała odpowiedzialność. Kiedy już wszystko sobie poukładała, zwołała zebranie, po czym wszystko przekazała dziewczynom. Misja była dość prosta i właśnie dlatego bardzo dobra. Justin zawsze lubił doszukiwać się różnych sprzeczności i zagadek, więc Jesy stwierdziła, że najlepiej pokusić się o coś mało skomplikowanego. Coś, co zaskoczy ich "wspólników".

* następnego dnia *

- Wszyscy gotowi? - zapytał Paul, stojąc przy samochodach.
- Tak - rzucił Liam, wsiadając do auta zaraz po Jade.
- My już chyba też wszystko mamy - odezwał się Zayn, prowadząc Perrie w stronę ich pojazdu.
- O nie - zatrzymała się. - Ja z wami nie jadę. Po tym, co działo się ostatnim razem, mam dość.
- Oj, nie przesadzaj. Będziemy grzeczni - uśmiechnął się Louis.
- Ta, ty szczególnie.
- Śmiało, Pezz, nie będzie tak źle. Obiecuję, że ja milczę jak grób - powiedział Malik, ciągnąc ją za sobą.
- Gdzie reszta?
- Już jesteśmy - krzyknęła Jesy, idąc przed Leigh. Szybko zapakowały wszystkie rzeczy do bagażnika, po czym wsiadły do drugiej terenówki.
- A tych dwóch debili gdzie wcięło?
- Mam dobry słuch, Paul! - warknął Harry, ciągnąc za sobą wielką walizkę.
- Jezu! Gdy tu przyjeżdżaliśmy, zaledwie cztery dni temu, miałeś o wiele mniej sprzętu - jęknął Higgins.
- Wczoraj byliśmy na spacerze i Harry oczywiście zobaczył sklep z pierdołami, który musiał wykupić do cna - załamał się Louis.
- Siedź cicho i mi pomóż.
- No już, patrz jak biegnę - zaśmiał się Tommo, zajmując swoje miejsce. Naburmuszony Styles doczołgał się do auta z wielką walizą, z trudem wkładając ją do bagażnika.

Na miejsce dojechali po ośmiu godzinach. Tak jak wcześniej, w busie, w którym jechali Niall z Jesy i Leigh było spokojnie. I tak jak wtedy, w tym drugim nie. Harry i Louis co chwilę wymyślali nowe, głupie żarty. Nawet Liam i Jade do nich dołączyli. Tylko Zayn, tak jak obiecał, był nadzwyczaj spokojny.

- Nareszcie!  - Edwards wyskoczyła z samochodu. - To był pierwszy i ostatni raz!
- Boże, Perrie, wyluzuj - zaśmiała się Jade.
- Chcesz żyć? Jeśli tak, to się zamknij - warknęła, odbierając od ochroniarza swoją walizkę.
- Chyba okres się jej zlbiża - ironizowała Jesy, na co reszta wybuchnęła solidnym śmiechem. Wkurzona Perrie, zabrała swój bagaż i wsiadła do samochodu dziewczyn.
- Będziemy już uciekać. Trzeba się wyspać, niektórzy jutro pracują - jęknęła Thirlwall, żegnając się z chłopakami.
- Po za tym musimy uspokoić Pannę Perrie wiecznie obrażoną Edwards - zachichotała Leigh, przytulając każdego z osobna. - Do zobaczenia.

- Wróciłyśmy - krzyknęła Leigh, gdy przekroczyły próg domu. Po chwili z salonu wyszła Patrycja, a zaraz za nią Justin.
- No nareszcie! - odezwał się Bieber.
- Teraz macie się wytłumaczyć, gdzie byłyście, z kim i dlaczego nic nie powiedziałyście.
- No już, już - jęknęła Perrie. Kiedy dziewczyny zdjęły buty i kurtki, wszyscy udali się do salonu.
- No mówcie! - niecierpliwił się Justin.
- Więc... Byłyśmy w Zakonanym, czy jakoś tak - zaczęła Leigh.
- Zakopane, pamiętaj, Zakopane - przerwała jej Jade.
- Jebać to. Mało ważne. Towarzyszyłyśmy One Direction.
- Mówi...
- Zamknij się, Justin i posłuchaj - warknęła Harris.
- Jak zawsze ma problem - jęknęła Nelson. - Wracając do najważniejszej sprawy, pojechałyśmy tam, żeby czegoś się od nich dowiedzieć. Poza tym jechaliśmy ze wszystkimi ochroniarzami, więc wiemy, ilu ich jest. Plus dla nas, że Niall bujnął się w Leigh. Z tego, co zauważyłam, to jest tym najbardziej naiwnym i wszystko na pewno jej powie. Nawet nam to niepotrzebne, bo już większość rzeczy same ogarnęłyśmy - uśmiechnęła się. - Ale wiadomo, każda pomoc się przyda.
Justin gwizdnął z podziwem.
- Wow - tylko tyle zdołał wykrztusić.
- Widzę, że wszystkim się zajęłyście - ucieszyła się Pati. - To w sumie dobrze, bo odwiedził nas Johnny i dał ostatnie dwa tygodnie, więc trzeba się śpieszyć.
- Wyluzujcie, jesteśmy już gotowe. Dziewczyny spotkają się gdzieś z nimi wszystkimi, zagadają, czy coś, a wtedy wkraczamy my i po sprawie.
- Dokładnie. Jesy ma rację. My się wszystkim zajmiemy - powiedziała Perrie.
- A teraz wybaczcie. Musimy pójść rozpakować torby - wtrąciła się Jade, zabierając swoją walizkę.

- Myślicie, że to kupili? - szepnęła Pinnock, gdy zamknęły za sobą drzwi od pokoju.
- Zdecydowanie tak. Widziałyście Justina i jego minę? Uwierzył na sto procent - uśmiechnęła się triumfalnie Nelson.
- To dobrze. Teraz musimy uważać, żeby nic nie zawalić. Wszystko musi być perfekcyjne. Co najważniejsze, nasze zachowanie nie może nic zdradzić - odezwała się Perrie. - Wybacz Leigh, ale przez te dwa tygodnie musisz być tą suką, którą tak bardzo nie chcesz. To tylko na czas naszego planu.
- Spokojnie, dam radę. Ukrywałam prawdziwą siebie dość długo, więc dwa tygodnie nie zrobią różnicy.
- Mam tylko jedno pytanie.Co powiedzą chłopcy, gdy tak po prostu wbijemy z pistoletami i będziemy chciały zabić Justina i Patrycję?
- Kurwa - warknęła Jesy. - O tym nie pomyślałam. Chyba nie będziemy miały wyjścia i powiemy im prawdę.
- Nawet tak sobie nie...
- Nie żartuję, Leigh! Albo teraz, albo możecie się pożegnać z chłopakami. Wydaje mi się, że jeśli dogadamy się z każdym z osobna, to będzie łatwiej przekonać ich, że nie miałyśmy złych zamiarów.
- Z tego nie wyniknie nic dobrego. Jestem pewna - jęknęła Perrie.

* w apartamencie chłopców *

- Stare śmieci – Louis westchnął pod nosem, wpakowując do szafy ostatni stos T-shirtów.  Zamknął walizkę i cisnął nią w kąt, wpadając do łóżka tuż obok Zayna.
- Spieprzaj – Malik odburknął, jeszcze głębiej zakopując się pod kołdrę.
- Suń dupę, śpiochu!
- Zróbcie mi miejsce! – Niall wpadł do sypialni z miską popcornu, wciskając się w środek.
- Jeszcze ciebie tu brakowało – zrezygnowany Zayn odsunął się pod ścianę, dzieląc łóżko z pozostałą dwójką.
- Obejrzymy coś?
- Ja chętnie! – Liam pojawił się nie wiadomo skąd, biorąc z szafki pilota.
- A teraz z drogi śledzie, bo król Styles jedzie! – Harry wskoczył na resztę, znajdując wygodną pozycją na kolanach Louisa. Liam oparł się o niego, nieco przygniatając Malika.
- Boże drogi…
- Zamknij się, Zayn, nie jesteś tu sam!
- Ooo, mają „Skyfall” w strefie dobrych cen! – Liam ignorując sprzeczkę reszty, włączył film.
- Strefa dobrych cen? Jak w MCDonalds?
- Zamknij się, Zayn!
Zapanowała chwila ciszy. Chłopcy oglądali w skupieniu, starając się nadążyć za fabułą.
- Ej?
- Zamknij się, Zayn!
- Ale…
- Zayn!
- Chssesss trocheeeeee? – Niall podsunął mu pod nos miskę z prażoną kukurydzą, sam zapychając sobie nią usta.
- Wyznałem Perrie miłość.
- Ja też – westchnął Liam, odwracając wzrok od telewizora. – Nie! Nie Perrie! – wywrócił oczami, odnajdując naburmuszoną minę Zayna.
- Byłem z Leigh-Anne na randce – Horan wzruszył ramionami, nie przestając jeść. – Fajne uczucie.
- Jesteśmy nudni, Harry – Louis poklepał Stylesa po ramieniu. - Może pofruniemy balonem?!
- Po kolei – Payne usiadł po turecku, klikając pauzę na pilocie. – Mów – skinął na mulata.
Zayn, nie racząc oderwać policzka od poduszki, wybełkotał:
- Coś mi strzeliło do głowy. Ale nie odrzuciła mnie.
- A niby czemu miałaby to zrobić? – Harry prychnął ironicznie. – Latałeś za nią, odkąd tu jesteśmy. Z wzajemnością zresztą.
- Ja to bardziej shippowałem Leigh i Nialla.
- Ej!
Liam uśmiechnął się.
- Wybacz, Malik, nie lubię się tobą dzielić.
- Awww! – Louis zachichotał. – Dobra, dobra! – podniósł ręce w poddańczym geście, wnioskując, że chyba popsuł ten moment uniesienia.
- Zeswatajmy Jesy z moim kuzynem!
- O nie, Harry! Twój kuzyn studiuje matematykę – Horan odłożył pustą miskę na stolik przy łóżku.
- I co z tego?
- Harry, kto normalny studiuje matematykę!
- Zjedzmy kurczaka.
- Ja to bym poszedł na siłownię.
- A już myślałem, że sobie szczerze pogadamy – westchnął Liam, podnosząc się i rozprostowując kości. – Idę z tobą na siłownię – dogonił Louisa i razem opuścili apartament.
- Niech sobie idą, my zamówimy pizzę – Styles pociągnął Nialla do salonu.
- Nareszcie – Malik westchnął, zakrywając się szczelnie pościelą. – Wolność…

- Malik, ktoś do ciebie! - pukanie przerwało krótką drzemkę Zayna. Wkurzony zwlókł się z łóżka, człapiąc do drzwi.
- Boże, czego?! Ohh, cześć! - uśmiechnął się, napotykając znajome niebieskie oczy.
- Musimy pogadać, Zayn.

___________________________________________________________________________
Hej! <3
Co tam u Was?
Poprzedni rozdział Wam się chyba nie podobał, bo były tylko 4 komentarze ;c
Mam nadzieję, że ten będzie lepszy ;p
UWAGA: Akcja znowu powraca! <3
Nareszcie będę mogła wrócić do zabijania, a nie tych słodkich scen, których pisać nie umiem haha ;p
Dziękujemy za ponad 4 tys. wejść <3
A teraz jeśli czytasz tego bloga to proszę zostaw po sobie komentarz. Możesz w nim napisać obojętnie co. Może być "<3" lub nawet sama kropka, cokolwiek. Chciałabym wiedzieć ile osób to czyta :)
Pa! <3

Popieram apel Agnes! Miałam napisać to samo, ale uprzedziła.
I nie wierzę, że nie czytacie, bo jest tu was trochę sporoo, ja to wiem, tylko lenie z was, nie chcecie komentować. Foch z przytupem i melodyjką.
Ktoś tu ma rządzę mordu, ulala ^.^
Ogólnie to jak w szkole?
Spieszcie się kochać gimbazę, tak szybko odchodzi - dobra rada cioci Klaudii.
Trzymajcie się jakoś! :)

sobota, 14 września 2013

Rozdział 16

Następnego dnia wieczorem Jesy i Leigh-Anne postanowiły porozmawiać ze swoimi przyjaciółkami. Po kolacji, gdy chłopcy postanowili zagrać w piłkę, zaciągnęły dziewczyny na krótki spacer.
- Skoro już jesteśmy dość daleko od domku, to powiedzcie nam, po co nas tu zaciągnęłyście - uśmiechnęła się Perrie.
-Chcemy z wami porozmawiać - powiedziała Jesy.
- O czym? - zapytała Thirlwall.
- O tym całym pierdolonym zadaniu, którego nie chcę wykonywać. Polubiłam ich i naprawdę nie wyobrażam sobie, żeby coś złego im się przytrafiło. Poza tym, wydaje mi się, że wy też nie chcecie już tego robić. Zawsze każdą misję wykonywałyśmy bez żadnych problemów, a teraz dla każdej jest inaczej. Na początku traktowałam to jako kolejną brudną robotę, ale to koniec. Nie będę maszyną do zabijania. Mam dość. Pamiętacie, gdy  mówiłam, że marzę o odpoczynku? Już wtedy zastanawiałam się nad zostawieniem tego wszystkiego. Teraz jestem pewna na sto procent, że nie chcę tak dłużej żyć. W ciągłym strachu przed tym, że w każdej chwili może złapać nas policja. Że ktoś da nam kulkę w łeb i po człowieku. Chcę mieć normalne życie - gdy Leigh zakończyła swój monolog, dziewczyny nie wiedziały co powiedzieć. Nie miały pojęcia, że tak się czuła. Nie wiedziały nawet o jej wrażliwości.
Jako pierwsza otrząsnęła się Jade. Szybko podeszła do Pinnock i przytuliła ją. Zaraz potem dołączyła także Perrie, a na końcu Jesy.
- Nie wie...Myślałam...Ale...Przepraszam cię. Jako dobra przyjaciółka powinnam zauważyć, że coś jest nie tak - szepnęła Thirlwall.
- Ej, nie masz za co przepraszać. To ja za długo ukrywałam się pod maską zimnej suki.
- Wiecie, musimy wymyślić bardzo dobry plan na pokonanie Justina i Patrycji - wtrąciła się Jesy. Jako jedyna myślała trzeźwo.
- Oj Jesy, Jesy. Powiemy im, że pojechałyśmy tutaj, aby Liegh-Anne mogła zbliżyć się do Nialla, bo...
- Że co? To tylko mój...
- Jeśli powiesz, "to tylko mój przyjaciel", przysięgam, jeszcze dzisiaj pójdę do niego i pokażę twoje zdjęcie w samych majtkach!
- Nie odważysz się.
- Chyba jeszcze mnie nie znasz.
- Wiesz co, Perrie, wydaje mi się, że jemu to zdjęcie wcale nie jest potrzebne. W końcu mają wspólny pokój - zaśmiała się Nelson.
- Odwalcie się - warknęła Pinnock, siadając na ławce nieopodal dziewczyn.
- Chodź tu, baranie. Perrie nie skończyła opowiadać!
Naburmuszona dziewczyna wolnym krokiem wróciła do przyjaciółek.
- A więc, powiemy im, że Niall to ten najbardziej naiwny i na pewno wszystko wyśpiewa. To samo możemy nagadać Johnny'emu. Żeby nam uwierzyli, zaczniemy wymyślać sztuczny plan, jak załatwić chłopaków. Ustalimy miejscem gdzie niby będzie One Direction i wtedy ich załatwimy. To nasza ostatnia misja i ostatnie osoby, które kiedykolwiek zlikwidowaliśmy. Wchodzicie w to?
- No jasne. Ale ja biorę Justina i jeśli któraś odbierze mi tę przyjemność, to nogi z dupy powyrywam - zagroziła Jesy.
- No chyba... - wypowiedź Leigh-Anne przerwał telefon Jade. Dziewczyna odebrała i przełączyła na głośnomówiący.
- Hej, Jade. Jak tam?
- Wszystko dobrze, a u was?
- Jak na razie okej. Gdzie jesteście i kiedy wracacie?
- Pati, możemy o wszystkim pogadać, gdy wrócimy. Mamy świetny plan. Jesteśmy blisko skończenia zadania. Tylko musicie poczekać kilka dni, a wszystko wam wytłumaczymy.
- Następnym razem jadę z wami. Jeśli do powrotu nie wyląduję w pokoju bez klamek, będzie bardzo dobrze. Justinowi ciągle odwala - zaśmiała się.
- Współczuję. Obiecuję, że wrócimy niedługo - powiedziała Jade.
- No, ja mam nadzieję, bo inaczej uduszę za zostawienie mnie z tym kretynem.
- Ja to wszystko słyszę - gdzieś z oddali dobiegł je głos Justina.
- Kończę, bo jesteśmy z chłopakami i właśnie nas wołają.
- Dobra. Odezwijcie się jeszcze - powiedziała Patrycja, a następnie rozłączyła się.
- Wow! Nie wiedziałam, że umiesz tak dobrze kłamać - zaśmiała się Jesy.
- Lata praktyki, skarbie - uśmiechnęła się.
Resztę spaceru dziewczyny spędziły na wygłupach. Choć na chwilę udało im się zapomnieć o wszystkich problemach.

- Jesteś kretynem Louis - zachichotał Harry.
- Może pomógłbyś mi wstać, a nie - oburzył się Tomlinson.
- No już, już - podał rękę starszemu chłopakowi, ciągnąc go do góry.
- Gdzie idziemy?
- Możemy przejść się nad to małe jeziorko, które pokazywałem ci wczoraj - uśmiechnął się Styles, łapiąc dłoń Louisa.

- Wow, ślicznie tu - zachwycił się Louis, gdy byli już na miejscu.
- W dzień nie byłoby już tak ładnie. W nocy jest o wiele lepiej.
- Tak, tak widzę. A teraz chodź tutaj i mnie przytul, bo zimno - uśmiechnął się Tommo. Styles podszedł do chłopaka. Niestety, nie przewidział jego planów i już po chwili leżał w lodowatej wodzie.
- Zemsta - zaśmiał się, uciekając.
- Niech cię tylko dorwę - warknął Harry, biegnąc za nim. - I tak nie uciekniesz daleko. Jestem szybszy - krzyknął. Chłopak zniknął z jego pola widzenia, lekko strasząc Hazzę. - Louis? Gdzie jesteś? - brak odpowiedzi. - Louis, to nie jest śmieszne, wychodź natychmiast! - znowu nic. - Kurwa, Louis! - przestraszył się. - Louis! - krzyknął znowu, po czym usłyszał za sobą stłumiony śmiech.
- Żałuj, że nie widziałeś swojej miny.
- Jesteś pojebany.
- Przecież to tylko żart.
- Zajebiście śmieszny. Myślałem, że ten ktoś tu jest i mógł ci coś zrobić - warkną, a z ust Louisa natychmiast zszedł uśmiech. Niepewnie podszedł do Harry'ego.
- Przepraszam... Nie chciałem. Myśl... Przepraszam - szepnął, spuszczając głowę w dół.
- Nigdy więcej, okej? - zaczął Styles - Nie przeżyłbym, gdyby coś ci się stało. - szepnął, całując go w czoło. - Przytuliłbym Cię, ale jestem teraz cały mokry.
- Walić to - powiedział Lou i wtulił się w ciało zielonookiego. Stali tak przez chwilę. Nie przeszkadzał im chłod i zimno. Ignorowali fakt, że na pewno będą chorzy.
- Wracamy? - ciszę przerwał głos Harry'ego.
- Okej - zaśmiał się Louis, przyciągając młodszego do delikatnego buziaka. Po chwili oderwali się od siebie, a następnie zaczęli kierować się w stronę ich domku.
- Ciesze się, że tu jesteśmy - rzucił Harry. - Tutaj nikt nam nie zabrania bycia sobą, nie ma Modest, nie ma zakazów, jesteśmy tylko prawdziwy my. Chciałbym, żeby tak było zawsze, żebyśmy mogli być wolni. Boję się, że gdy wrócimy do UK, nie przetrwamy tych wszystkich zakazów
- Harry...
- Tak, wiem. Pamiętam, co mi wtedy mówiłeś, ale i tak się boję. Nie chcę stracić tego, co mamy, nie chcę stracić Ciebie.
- Nie stracisz, Hazz. Będę o nas walczył. Za długo czekałem na to wszystko, żeby teraz zwyczajnie zrezygnować. Wiem, że gdy wrócimy do UK, nie będziemy wolni, ale to tylko do zakończenia umowy. Gdy się skończy, zabiorę cię na prawdziwą randkę, tam, gdzie będą ludzie i wtedy pokażę wszystkim, że Harry Styles jest mój - uśmiechnął się. - Zobaczysz, pewnego dnia cały świat zobaczy, jak mi zależy.
- Obiecujesz?
- Tak, obiecuję - skwitował, całując delikatnie usta młodszego chłopaka. - Kocham Cię, wiesz? - powiedział, odrywając się od niego.
- Ja Ciebie też, Boo.

Kiedy dziewczyny wróciły do domu, Leigh od razu wróciła do pokoju. Weszła do środka, zauważyła Nialla siedzącego na krawędzi łóżka.
- Czemu się... - przerwała, widząc strugi łzy na jego policzkach. - Boże, Niall, co się stało? - podeszła do łózka i przytuliła go.
- No bo ja....ale...tak
- Co jest? Mi możesz powiedzieć, pamiętaj o tym.
- Wiem. Po prostu...tak jakoś myślałem o tym wszystkim i...
- Nie kończ, wiem o co chodzi -westchnęła. - Posłuchaj mnie uważnie. To nie twoja wina, że Julia nieżyje. To ten pojebany facet ją zabił. Raczej wiedziała, co może się stać, gdy złożyła  zeznania na policji. Wiem, że złamanego serca nie da się szybko wyleczyć, ale ja Ci pomogę. Od tego ma się przyjaciół.
- Nie chce żebyś była tylko moją przyjaciółką - powiedział, zanim zdążył ugryźć się w język. Zszokowana Pinnock nie wiedziała, jak odebrać jego słowa.
- Ale jak to? - zapytała po chwili.
- Chodzi mi o...  Czuję się niewierny względem Juli. To dzieje się szybko i... - zaczął niepewnie. - Nie znam cię długo, ale lubię cię. Może troszkę więcej niż lubię. Zależy mi na naszej znajomości, ale nie chce od razu angażować się jak Liam i Jade lub Perrie i Zayn. Chciałbym zabierać Cię na randki, aby lepiej Cię poznać, a dopiero potem myśleć, co będzie dalej - skończył, a Pinnock siedziała w ciszy i osłupieniu.
- To gdzie idziemy na randkę?
- Co?
- Powiedziałeś, że chcesz zabierać mnie na randki, więc pytam, gdzie idziemy.
- Czyli się zgadzasz?
- Pewnie - uśmiechnęła się.
- Może być piknik jutro? - zapytał, rumieniąc się.
- Mi pasuje - przytaknęła.

* następnego dnia *

- Co bierzecie?
Perrie, Zayn, Liam, Jade i Jesy siedzieli przy stoliku w zacisznym kącie podhalańskiej restauracji.
- Kurczaka!
-  Na śniadanie? – Perrie wywróciła oczami, ze znudzoną miną przeglądając menu. – Poproszę naleśniki na słodko.
Liam przytaknął, zwracając się do Jade.
- To samo – uśmiechnęła się, zamykając kartę.
- Kurczak, dwa razy naleśniki, dla mnie jajecznica i…
- I tosty – dokończyła Nelson.
- Okej. Idę zamówić.
- Pomogę ci – Jesy podążyła za Paynem w kierunku lady. – Liaś?
- Tak?
- Czy ty i Jade to już oficjalne, bo nie wiem, czy wygrałam zakład.
- Proszę?!
Liam stanął jak wryty, o mało nie potrącając kubka ze słomkami na blacie.
- Leigh uważa, że sprawy wyjdą na wierzch za dwa tygodnie z hakiem. Ja uwierzyłam w twoją romantyczną naturę i postawiłam sto funtów na akcję w czasie tego wyjazdu. Podkreślam, Liaś, sto funtów – uśmiechnęła się triumfalnie, dzwonkiem przywołując obsługę.
- A-a-ale…
- Żadnego ale. Wiesz, ile mogę kupić za tyle forsy? Bierz sprawy w swoje ręce! Tik-tak – palcem wskazała zegar wiszący nad półkami pełnymi kufli i filiżanek.
- Siucham?
- Poprosi-si-si… - dziewczyna zamarła, tracąc równowagę. Zdezorientowany Payne, podtrzymał ją za ramiona, skonsternowany wzrok przenosząc na kelnera.
- Wszyśko w poziondku?
Ciemnowłosy chłopak z wyraźnie skandynawskim akcentem wyciągnął dłoń w kierunku Jesy. Przyjęła ją, wracając do stabilnej pozycji, jednak wciąż gapiła się na niego oczami wielkimi jak spodki.
- Pani słabo? – zapytał łamanym polskim, próbując wyrwać rękę ze ściskających ją mocno palców Nelson.
- Czy on wyznaje mi miłość? – szepnęła w stronę Liama, uśmiechając się, jakby wygrała na loterii. – Powiedz, że jest piękny.
Liam westchnął głośno, składając zamówienie. Z Jacksonem, co wywnioskował z plakietki na uniformie, dogadał się polsko-angielsko-szwedzkim. Z trudem odciągnął Jesy z powrotem, tłumacząc, że Jackson wcale nie zaoferował jej randki.
- Wygląda jak Bradley Cooper – rozmarzyła się, powłóczając nogami w stronę stolika.
- Nigdy nie widziałem cię takiej... dziewczęcej? – Payne zachichotał, w skupieniu przyglądając się brunetce. – Ty masz uczucia, wow. Dobra! – podniósł ręce w poddańczym geście, kuląc się pod jej morderczym spojrzeniem. – Wiem, że masz uczucia! Jade mówiła o pogrzebie twojego psa, na którym płakałaś…
- Zamknij się, jeśli chcesz jeszcze żyć – zagroziła mu, ruszając przodem.
- Nareszcie, co tak długo?
- Jesy podry…
Liam ugryzł się w język, wciskając się między Zayna i Perrie, byle tylko nie siedzieć przy Nelson i jej chęci morderstwa.
- Kelner zbyt dobrze nie zna angielskiego – wzruszył ramionami, potulnie ignorując zwycięski uśmieszek Jesy.

- Umieram! – Zayn oparł się o ścianę, odsuwając od siebie talerz.
- Mówiłam, że kurczak to zły pomysł – Perrie uszczypnęła go w policzek, w odwecie otrzymując solidną porcję łaskotek. – Dobra, już dobra!
- Trzeba zapła…
- Ja pójdę! – Jesy zerwała się z miejsca, przeciskając się między stolikiem a kanapą.
- Bóg ją podmienił czy co?
- Nie chcesz wiedzieć – Liam odwzajemnił uśmiech Thrilwall, powoli wstając. – To co? Wypadałoby wracać na stok, czas nas goni.
- Piekielne narty.
Malik nie był fanem sportów ekstremalnych. Po godzinnej dawce przewracania się i zatrzymywania wyciągu, stwierdził, że to nie dla niego. Przegłosowany przez resztę, musiał niestety kontynuować przygodę z „patykami i kawałkami plastiku”.
Podążyli do wyjścia, rozglądając się przy drzwiach.
- Gdzie jest Jesy? – Jade westchnęła, narzucając kurtkę.
- Na pewno zaraz przyjdzie – Liam mimowolnie odgarnął jej włosy, które utknęły pod miękkim materiałem narciarskiego płaszcza. – Przepraszam – odkaszlnął znacząco. – Taki fetysz.
- Nic się nie stało – uśmiechnęła się, a rumieńce lekko przyozdobiły jej policzki.
- Możeposzłabyśgdzieśzemną?
- Proszę?
Zawstydzony Liam ponowił pytanie, tym razem znacznie wolniej.
- Zastanawiałem się, czy może… - zająknął się. – M-może miałabyś ochotę pójść… Ze mną pójść. Tam…
- Tam?
- Tam, tam… Do sklepu?
- Do sklepu? – zachichotała. – Tak, Liam, chętnie pójdę z tobą gdziekolwiek.
- Tak?
- Tak, głupku.
Uśmiechnął się, ukazując niewielkie dołeczki w policzkach.

Tymczasem Zayn i Perrie na zewnątrz oczekiwali reszty przyjaciół.
- Chyba im się nie spieszy – Zayn chuchnął w zmarznięte dłonie. Pogoda w górach bywała zdradliwa. – Nie jest ci zimno?
- Może trochę – Perrie mocniej naciągnęła czapkę, chowając ręce w kieszeniach.
- Masz – Malik wyjął z plecaka grubą bluzę z kapturem.
- Nie, zmarzniesz na stoku i…
Zniecierpliwiony Zayn obrócił ją wokół własnej osi, w międzyczasie narzucając na ramiona ciepłe okrycie.
- Lepiej? – uśmiechnął się, unosząc brew.
- Dziękuję – blondynka odwzajemniła gest. Stanęła na palcach, składając na policzku czarnowłosego delikatnego buziaka.
- A to za co? – zmarszczył czoło i prychnął ironicznie.
- Za całokształt, panie Malik.
Odeszła w stronę oszkolnych drzwi restauracji, w której jedli przed chwilą śniadanie.
- Perrie?
Przystanęła w progu, przywołana dziwnym, pełnym wątpliwości głosem Zayna. Spojrzała na niego wyczekująco. Chłopak pokręcił głową, jakby próbował odsunąć od siebie niechciane myśli.
- Mam tu czekać wieczność? – wzruszyła ramionami, odwracając się na pięcie.
- Kocham cię, Perrie.
Edwards w zawrotnym tempie obejrzała się przez ramię.
- Ja chyba źle usły…
- Jesteśmy!
Liam, Jade, Jesy i…
- Ooo, a to kto? – Zayn, zakłopotany, przerzucił wzrok z Perrie na wysokiego, przystojnego mężczyznę u boku Jesy.
- To jest Jackson.
- Hola! – chłopak uśmiechnął się przyjaźnie, machając w kierunku Zayna.
- Ho-la? – Malik uśmiechnął się, co jednak bardziej przypominało grymas.
- Jackson jest z Norwegii i mówi po hiszpańsku!
- W kasie mówił po szwedzku i po polsku – Liam westchnął, razem z Jade prowadząc „wycieczkę”.
- Dlaczego pan kelner Jackson, który mówi w każdym języku idzie z nami na narty?
- Ich finde Jesy such a good seniorita.
- Dobry boże – Perrie przeżegnała się w dramatycznym geście, doganiając resztę.
- Ohhh, Jackson – Nelson z udawanym zmieszaniem, machnęła ręką. – C’mon!
- Rozumie angielski?
- Trochę. Czy to ważne? – Jesy wzięła chłopaka pod rękę, prowadząc go za resztą. Jackson obrócił głowę w stronę Zayna i pomachał mu.
- Hasta luego, Zayn! („do zobaczenia” z hiszpańskiego, ja światowa!)
- Yyyy, hasta hasta!
Malik dogonił Perrie, próbując zignorować tę niebywałą sytuację.

- Uwaaagaaaaaa! – Jade i Liam gnali środkiem trasy zjazdowej, mijając Zayna w zaspie śnieżnej i nadąsaną Perrie, która próbowała wydobyć chłopaka ze śniegu.
- Widzisz? – Jesy wskazała na mijającą ich parę. – Trzeba było wybrać sobie inny „kierunek” – zachichotała, pomagając Edwards.
- Oh, ty dowcipna – Perrie uśmiechnęła się sceptycznie, wydobywając Malika na powierzchnię.
- Wsyśko w poziondku?
Jackson potraktował zgromadzonych swoim firmowym uśmiechem, sprawiając, że zarówno Nelson jak i jej przyjaciółce zmiękły kolana. Chłopak jednak zignorował je, przyglądając się Zaynowi.
- I can enseigner you fahren! (Mogę nauczyć cię jeździć – angielsko-francusko-niemiecki xD)
- Yyyy, yes! Yes! – Zayn przytaknął ochoczo, kompletnie nie rozumiejąc, co mówi Jackson.
- Let’s go! – mężczyzna pociągnął go za sobą na stok. Przerażony Malik, kiedy zrozumiał, na co się zgodził, krzyknął, że chce wracać, lecz najwyraźniej polszczyzna Jacksona nie była doskonale opanowana.
Jesy i Perrie chichotały, pokładając się ze śmiechu.
- Skąd żeś go wytrzasnęła?
- Wpadłam mu w oko, jak zamawiałam śniadanie.
- Mhm – mruknęła blondynka, z powątpiewaniem mierząc przyjaciółkę.
- Tak było! – broniła się brunetka. – Przysięgam! Bariera językowa nie stanowi problemu.
- Ymm, Jesy?
- Czego?
Zayn podszedł do nich z jedną nartą w dłoni, a drugą na nodze.
- Nie chciałbym się martwić, ale Te amo to bardzo uniwersalny zwrot, który rozumiem.
- Hęę?
Skonsternowana Jesy zmierzyła wzrokiem Malika, który z przestrachem i fałszywym uśmiechem odsunął się od Jacksona.
- Wszyśko w poziondku?
- You te amo Zayn? – Perrie o mało co nie przewróciła się ze śmiechu.
- Me gusta Zayn! He’s good Junge! (Junge – chłopak z niemieckiego chyba xD)
- You like… - sposobami niewerbalnymi Edwards próbowała wyciągnąć z Jacksona wymarzoną informację.
- Jesteś gejem?! – krzyknęła Nelson
- Matko boska! – Zayn uciekł w popłochu, po drodze wpadając w zaspę, z której niedawno uratowały go dziewczyny.
- Ja klar!
- Przecież mnie kochałeś! – warknęła, biorąc w dłoń kij od sprzętu narciarskiego. – Ty podła kreaturo!
- Jesy, Jesy wyluzuj.
- Perrie, on jest gejem! – spojrzała na przyjaciółkę, a następnie od stóp do głów zmierzyła wzrokiem uśmiechniętego Jacksona, który najwyraźniej nie zdawał sobie z niczego sprawy. – Niech cię tylko dorwę! – ruszyła biegiem za Norwegiem. Chyba zrozumiał, że zrobił coś nie tak.
- Seniorita, wszyśko w poziondku!
- Wszyśko do dupy, lachociągu! Wszyscy jesteście tacy sami!
- Ymmm – Zayn wydostał głowę z kupy śniegu. – Ktoś mnie uratuje?
Perrie strzeliła młynka oczami, ściągając narty i siadając obok zaspy.
- Podziwiaj to, ten chłopak może niedługo zginąć…

- Mogłam urwać mu jaja! Albo lepiej! Powiesić za jaja na drucie kolczastym i patrzeć jak zwisa z trzystu metrów!
- Aua – Liam skrzywił się, obejmując Jade ramieniem.
Zaczęło się ściemniać, więc postanowili wrócić do ośrodka. Cała drogę zmuszeni byli wysłuchiwać lamentów Jesy na męską populację.
- Może ja zostanę lesbijką!
- Jesy, Jesy… - Perrie westchnęła, ciągnąc za sobą Zayna, który wyglądał niczym stolica nieszczęścia i cierpienia.
- O, jesteście już!
Paul wyszedł im naprzeciw.
- Szukałem was. Pojutrze wracamy. Jakiś fan widział was na stoku. Plus ktoś doniósł policji o bijatyce – zmierzył Jesy wzrokiem, kręcąc głową.
- Jasne – Jade skinęła głową, zmierzając w stronę sypialni. – Idę pod prysznic, do zobaczenia na kolacji!
- Idę z tobą – Payne, jak na posłusznego sługę przystało, podążył za dziewczyną. – Do pokoju, nie pod prysznic – bąknął bardziej sam do siebie.
- Co się lampisz?! – Jesy minęła Paula, skręcając do swojego pokoju.
- A tej co?
- Wszyscy są tacy sami – westchnęła Perrie, biorąc Zayna pod ramię. – Chodź, lamo, idziemy spać!
- Ja kontaktuję!
- Taaak – jęknęła z pogardą. – Dobranoc, Paul!

_____________________________________________________________
ALOHA!
Więc:
1. Pieprzyć szkołę.
2. Nie zdam z matmy.
3. Przepraszam za błędy, ale moja dzisiejsza korekta jest do dupy, bo prawie zasypiam.
4. Pieprzyć szkołę. 
ALOHA! 
Cuckoo :)

Hej :)
Nie zwracajcie uwagi na wypowiedź Cuckoo, bo coś jej odwala dzisiaj xd
Ten rozdział jest zdecydowanie najdłuższy ze wszystkich xd
Mam nadzieję, że Wam się spodobał :)
Komentujcie <3
Agnes

piątek, 30 sierpnia 2013

Rozdział 15

* w tym samym czasie w domu Justina *

Gdy Patrycja i Justin wrócili do domu, nie zastali dziewczyn. Przeszukali całe mieszkanie - puste.
- Gdzie one są? - westchnęła Harris.
- Nie mam pojęcia, ale zniknęły walizki i ubrania - Bieber zszedł z góry. - Dzwoniłem do nich, żadna nie odbiera. Tu dzieje się coś dziwnego, nawet nie zostawiły żadnej kartki, nic.
- Jeśli Johnny przyjedzie i zobaczy, że zniknęły, będziemy mieć przejebne - warknęła dziewczyna, siadając na fotelu. Wyjęła swój telefon i wykręciła numer Perrie.
- Halo?
- Pez, tu Patrycja. Gdzie wy jesteście?
- My? Z chłopakami?
- Jakimi chłopakami?
- No... Z normalnymi - zmieszała się. - Zamknijcie się na chwilę, przez telefon rozmawiam! - wydarła się, po czym wróciła do rozmowy. - Za kilka dni wrócimy.
- Okej, ale gdzie jesteście?
- Pati, ja muszę już kończyć, bo... Zayn mnie woła. Pa - rzuciła szybko, po czym zakończyła połączenie.
- Dziwne - skomentowała dziewczyna.
- Co jest?
- Zachowanie Perrie mnie niepokoi. Nie chciała powiedzieć, dokąd wyjechały.
- Mówiłem ci, że im nie wolno ufać, ale ty jak zwykle nie chciałaś mnie słuchać - prychnął Justin.

* w domku w górach *

Gdy Leigh doszła do pokoju, Niall właśnie otwierał drzwi. Weszli do środka, a mulatka od razu spostrzegła, że w pokoju brakuje...
- Czemu tu jest tylko jedno łózko!? To podobno dwuosobówka! - jęknęła Pinnock.
- Nie będzie aż tak źle, prawda? Spokojnie, nie gryzę - zaśmiał się Irlandczyk.
- No bardzo śmieszne - warknęła, wychodząc.
- A ty dokąd?
- Pogadać z Jesy - krzyknęła z korytarza, zastanawiając się, który pokój należy do jej przyjaciółki. Chciała zapukać do jednych z drzwi, kiedy zobaczyła Nelson wychodzącą z innej sypialni.
- Stój!
- Co znowu? - westchnęła Jesy.
- Czemu nie możesz zamienić się z Niallem? Przecież...
- Skarbie, już Ci tłumaczyłam, tak? Mieszkam z tobą na co dzień, więc teraz chcę mieć spokój - uśmiechnęła się, po czym wyminęła swoją koleżankę, schodząc na dół. Zrezygnowana Leigh wróciła do Nialla.
- I jak rozmowa? - zażartował, siadając na materac.
- Cicho siedź Horan, dobrze Ci radzę - zmrużyła oczy, ale już po chwili dołączyła do chłopaka, zajadając się żelkami. - Co robimy? - odezwała się po chwili. - Trochę nudno.
- Wydaje mi się, że wszystkie pary są zajęte sobą, a Jesy raczej ma Cię dość z te...
- Lepiej pomiń tę część - powiedziała, uderzając go gumowym misiem.
- Krótko mówiąc, jesteś skazana na moje towarzystwo.
- O nie! - skrzywiła się. - Nie ma innych opcji?
- Ranisz moje uczucia - westchnął, łapiąc się za serce.
- Dobra, co robimy, blondasku? - zaśmiała się Pinnock, wstając z łóżka.
- Moglibyśmy się gdzieś przejść, ale musimy ominąć ochronę.
- To nie będzie łatwe.
- Może i tak, ale damy radę. Już nie raz się wymykałem
- Uuu, Niall Buntownik Horan, proszę państwa! - zadrwiła. Oboje wybuchnęli śmiechem.
Po cichu wyszli z pokoju i skierowali się na dół. Zauważyli, że przed wejściem stoi tylko jeden ochroniarz, więc postanowili go jakoś zbajerować. Leigh wyszła przed dom, zagadując mężczyznę. Przez ten czas Niall mógł się spokojnie wymknąć.
- No, to ja idę na spacer - uśmiechnęła się.
- Ale...
- Nie jestem gwiazdą, a z tego co wiem, to ten ktoś nie jest mną zainteresowany, więc mogę się przejść - wyszczerzyła się, powoli znikając w niedalekim lasku.

- Łatwo oszukać tę waszą ochronę - zaśmiała się, zachodząc Nialla od tyłu.
- Boże! Mam zawał! - krzyknął, podskakując.
- Cicho bądź, chcesz, żeby cię usłyszał?
- Chodźmy - powiedział, wstając z ziemi.
Szli spokojnie, rozmawiając dosłownie o wszystkim. Zaczęło się od przedyskutowania całej tej sytuacji. Niall ponownie wrócił myślami do sprawy z Julią, lecz Leigh udało się go rozśmieszyć. Wygłupiała się jak małe dziecko. Na początku krzyczała jak opętana, że właśnie spotkała słynnego członka One Direction, następnie udawała głosy, różnych postaci z bajek. Niebiekooki łatwo zapomniał o smutkach i zaczął bawić się razem z Pinnock. Nie zwracając uwagi na godzinę, spacerowali różnymi ścieżkami, poznając się coraz lepiej. Niall opowiadał o przygodach z trasy, natomiast Leigh o swoim dzieciństwie, które było przepełnione śmiesznymi sytuacjami.
- Co to za dźwięk? - Leigh zatrzymała się, słysząc jakiś szmer. Jej serce zabiło szybciej na myśl o tym, że Justin lub Patrycja mogli ich śledzić.
- To pewnie wiatr - chłopak zbagatelizował sprawę, podchodząc bliżej.
Po chwili znowu dało się słyszeć ten sam odgłos.
- Znowu - jęknęła.
- Boisz się? - zaśmiał się, ale gdy zobaczył jej przerażoną minę, od razu przestał. - Tam nic nie ma. Spokojnie.
- Yhym - szepnęła. - Kurwa, znowu! - krzyknęła, chowając się za plecami Nialla.
- Chodź. Wracajmy - uśmiechnął się lekko, obejmując ją ramieniem.
- A jak ktoś tam stoi? - zapytała lekko przerażona. Naprawdę bała się, że Justin lub Patrycja tu są i wszystko widzą.
- Nikogo... - zaczął, ale kiedy zobaczył wiewiórkę przebiegającą przez drogę, wybuchnął głośnym śmiechem. - Przestraszyłaś... s... się... wie... wiewiórki - wydukał, nadal się śmiejąc.
- Wal się, Horan. Nie rozmawiam z tobą - warknęła Leigh, idąc przed siebie.
- Ej! Czekaj! Nie chcę, żebyś się do mnie nie odzywała - powiedział szybko, a na jego policzki wkradły się lekkie rumieńce.
- Perrie i Jade miały rację, na ciebie nie da się długo gniewać. Jesteś zbyt uroczy - westhcnęła, a Niall zarumienił się jeszcze bardziej, starając się schować swoją twarz w bluzę.
- Ale sama przyznasz, że to było śmieszne - dodał po chwili.
- Niech ci będzie - fuknęła, robiąc młynka oczami.
W drodze do domku znowu zaczęli się wygłupiać. Niall rozpętał wojnę na szyszki, która skończyła się leżeniem na ziemi i zanoszeniem się śmiechem.

- Okej. Ja go zagadam, a ty szoruj do domu.
- Tak jest, szefowo - zasalutował blondyn. Mulatka szybko wyszła zza zakrętu, wchodząc na teren ich posiadłości.
- Coś długi ten spacer - ochroniarz powitał ją podejrzanym spojrzeniem.
- Tu jest zbyt pięknie, żeby obejrzeć wszystko w tak krótkim czasie. Cieszę się, że zostajemy tu na kilka dni.
- Przynajmniej chłopcy odpoczną.
- Zgadza się. Dobranoc - pomachała mu, wchodząc do środka. Skierowała się na górę, po drodze zabierając smakołyki z kuchni. Z pełnymi rękami weszła do pokoju. Zaśmiała się, gdy spostrzegała Nialla z cukierkami.
- Nie wiem jak ty, ale ja padam. Te wszystkie słodkości muszą poczekać do jutra.
- Zdecydowanie tak - zgodziła się Pinnock, odkładając wszystko. Wzięła swoje rzeczy i poszła do łazienki. Umyła się i przebrała, po czym wróciła do pokoju. Niall spał rozwalony po całym łóżku.
- Posuń się trochę - szepnęła, odpychając go lekko. Usłyszała tylko cichy śmiech, po czym zasnęła.

Jedynymi osobami, które nie spały, byli Louis i Harry. Obaj leżeli na łóżku, rozmawiając.
- Myślałeś o tym, co się z nami stanie, gdy wrócimy do koncertowania i tego wszystkiego - westchnął młodszy chłopak, wpatrując się w oczy drugiego.
- A co ma się stać?
- Zastanawiam się, czy po powrocie do Londynu to, co jest teraz między nami, zni...
- Nawet nie waż się tak mówić, Styles.
- Ale...
- Powiedziałem nie - zaprotestował. - Nie mam zamiaru tego słuchać. W Londynie nic się nie zmieni. Moje uczucia zostaną niezmienione. Wiem, że nasz związek będzie musiał pozostać w ukryciu, ale nie obchodzi mnie to. Nie pozwolę im zniszczyć tego, co mamy. Gdyby było nie wiem jak źle, ja się nie poddam, bo wiem, że warto walczyć. Dla ciebie, Hazz - szepnął Louis, całując delikatnie jego policzek. - Tyko czy ty będziesz chciał walczyć o to ze mną?
- Oczywiście - odpowiedział pospiesznie. - Kocham Cię, Boo.
- Ja Ciebie też, Baby Cakes - uśmiechnął się. - A teraz chcę jeszcze jednego buziaka - odparł, przyciągając go za koszulkę do następnego pocałunku.

* następnego dnia *

- Może pójdziemy na wycieczkę? – zapytała Jesy między jednym a drugim kęsem kanapki. – Zawsze chciałam się przejść Krupówkami.
- Kto wymyśla nazwy ulic temu miastu?!
- Po prostu jesteś beznadziejny z geografii, Lou – Harry pokręcił głową z dezaprobatą, łyżką płatków zatykając mu usta.
- Piszę się na Krupówki. Nudzę się w pokoju, a Zayn wiecznie śpi – burknęła Perrie.
- Ja tu jestem – ziewnął Malik, podnosząc głowę ze stołu. Próbował zasnąć, ale z tym towarzystwem to raczej niemożliwe.
- Dzień dobry wszystkim! – Niall wszedł do jadalni, przeczesując dłonią włosy. – Co pysznego serwują? Boże, Liam, daj kawałek! – nie czekając na odpowiedź, zabrał z talerza Payne’a kawałek bekonu.
- Gdzie zgubiłeś Leigh? – Jesy wymownie uniosła brwi, rozśmieszając resztę.
- Chrapie jak cholera.
- Wypraszam sobie, to ty rzucasz się po całym łóżku! – wtrąciła mulatka, podchodząc do reszty. – Fuj, bekon! – zmarszczyła nos, siadając między Jade i Louisem.
- Streszczajcie się z tym jedzeniem, bo Jesy zaproponowała małe zwiedzanie okolicy.
- Zwiedzanie okolicy? – Paul wyskoczył jak Filip z konopi, podchodząc do ogromnego stolika. – Też chcę iść!
- A ten skąd tu – westchnęła Nelson, dziobiąc widelcem w jajecznicy. Ona i Higgins nie przypadli sobie do gustu.
- Niech będzie – Jade wstała z miejsca, rozglądając się po przyjaciołach. – Za pół godziny przy bramie wjazdowej!

* pół godziny później *

- Harry, co ty robisz?! Harry, nie zostawiaj mnie! Haaaaarrry! – krzyk Louisa niósł się echem przez górzysty teren. Styles szedł do miejsca spotkania z naburmuszoną miną, zostawiając za sobą Tommo ze swetrem na głowie. – Pomóż mi, Hazza!
- Co tym razem? – Zayn zachichotał na ten zabawny widok. „Larry Stylinson” był jak ogień i woda – wiecznie się kłócili o najmniej istotne sprawy.
- Czy Max z The Wanted jest lepszym ciachem niż ja?
- Harry…
- Odpowiedz! – krzyknął na Malika, który uniósł ręce w poddańczym geście.
- Skądże. Nie lubię Maxa z The Wanted, Max z The Wanted jest be. Ty jesteś lepszym ciachem.
- Mmmm, Max – westchnęła Edwards, ściągając na siebie zazdrosne spojrzenie Zayna. – No co?
- Gotowi? – zarządził Liam, rozglądając się po pozostałych. - Gdzie, do cholery, Niall i Leigh-Anne?
Jesy zrobiła młynka oczami.
- Jak zwykle – bąknęła, siadając na ziemi. – Trochę sobie poczekamy.
- Czy ktoś mi pomoże? Harry, gdzie jesteś?! Haaaaarrry! Żartowałem, masz lepsze kości policzkowe! – Tomlinson wciąż kręcił się po pobliskich pagórkach, po omacku szukając znajomych. – Głowa mi utknęła i zaraz się o coś zabiję!
- Widzisz jakich masz miłościwych kolegów? – prychnął Niall, zbliżając się do grupy. – Poczekali, aż łaskawie nałożysz na twarz kolejną porcję fluidu.
- Jesteś mężczyzną, nie wypowiadaj się! – pisnęła Pinnock, pokazując mu język.
- Mniejsza, po prostu chodźmy już! – krzyknął Liam, prowadząc wycieczkę.
- Jaki nerwowy – Harry wywrócił oczami, parodiując chód Daddy’ego.
Cała ekipa ruszyła za nim, rozmawiając i śmiejąc się.
- A ja! Chwila! – Higgins biegł za resztą w butach narciarskich, googlach i kurtce zapiętej do szyi. – Tommo? – pociągnął za bluzę Louisa, uwalniając jego głowę.
- Dzięki ci miłościwy panie – odetchnął głęboko, próbując doprowadzić włosy do ładu. – Boże, a ty co, na Syberię? – wyśmiał Paula, biegiem pędząc za resztą.
- Poczekajcie, nie mogę tak szybko w tych buciorach!

* na Krupówkach *

- A to jest woda, do której ludzie wrzucają kasę na szczęście. Wiecie, takie pierdoły – Jesy machnęła ręką, wczytując się w to, co zawierała podręczna mapa dla turystów.
- Daj mi pieniążka! – Louis wyciągnął Liamowi z kieszeni 10 funtów i podszedł do brzegu fontanny.
- Louis, drobne, nie dziesięć… – Payne zatrzymał się, żegnając wzrokiem swoje pieniądze. – funtów…
- Kiedy pójdziemy coś zjeść? – jęknął Niall. – Od śniadania nie miałem nic w ustach.
- Horan, przecież najlepsze jeszcze przed nami. Zmierzamy na Gubałówkę! – wykrzyknął podekscytowany Paul, robiąc zdjęcia przejeżdżającym obok saniom.
- Debil – prychnęła Jesy, zanurzając się w swojej lekturze. – Na Gubałówce jest restauracja, jeśli to coś ma aktualne dane – z powątpiewaniem zlustrowała okładkę przewodnika.
- Komu w drogę, temu oscypki! Raz, raz! – ożywił się Irlandczyk, przejmując dowodzenie nad swoimi „turystami”.
Dochodząc do końca ulicy, stanęli w końcu w kolejce na Gubałówkę. Oczywiście droga nie obeszła się bez wybryków Tomlinsona, fotografowania Paula i przekomarzania się Zayna z Perrie.
- Ten wagonik ma mnie zawieźć na górę? No nie wiem – Jade zwątpiła, oceniając ilość pasażerów i stromą trasę, która dzieliła ich od szczytu.
- Będę cię asekurował – szepnął Liam, uśmiechając się i gestem zapraszając ją do środka.
- Ej, te dwie jadą z nami! – krzyknął Louis, ciągnąc przy sobie dwie dziewczynki.
- Kto to jest? – Zayn zmarszczył brwi, wpuszczając Perrie do kolejki.
- To Ola – wskazał na brunetkę. – I Kasia – potem na blondynkę. – Kasia lubi moje solówki, a Ola podkochuje się w tobie, więc obiecałem jej autograf.
- Chcesz zabrać fanki na Gubałówkę?!
Nie reagując na sprzeciwy, Tommo wciągnął je do środka. Tym sposobem wszyscy znaleźli się w ciasnym wagoniku, podróżując w górę stromego stoku narciarskiego.
- Piękny widok – westchnął Paul, robiąc jeszcze więcej zdjęć. O ile to w ogóle możliwe.
- Masz piękne oczy, i włosy, i twarz, wyjdź za mnie! – Ola całą drogę opierała się o Zayna, nie dając mu chwili spokoju, podczas gdy Louis i Kasia wkładali w loki Hazzy orzeszki w karmelu.
- Co się dzieje… – westchnął Niall, siadając obok Leigh.
- To fajne – dziewczyna wzruszyła ramionami, kątem oka przyglądając się Liamowi i Jade. Byli uroczy.
- Jeśli lubisz komedie, bardzo – zaśmiał się, wyglądając przez małe okno. – Wow!
Przed nimi roztaczał się widok na całe miasto. Poniższa metropolia kontrastowała z wysokimi górami pokrytymi drzewami i… śniegiem.
- Chodźmy na sanki! – wykrzyknął Louis, zostawiając biednego Stylesa w spokoju.
Wszyscy opuścili wagonik, rozglądając się po okolicy.
Ola i Kasia, przekupione autografami, zostawiły ich w spokoju, ku uciesze Malika. Bez dodatkowego towarzystwa rozpoczęli małe zwiedzanie.
Na szczycie góry znajdowało się parę knajp i sklepów z pamiątkami. Można było zrobić sobie zdjęcie z góralem lub, jak większość cywilizowanych turystów, zjechać ze stoku.
- Dacie sobie radę? – krzyknął Paul, zostawiając ich pod restauracją. – Mają tu dobrą pizzę. No i widok nieziemski.
- Jasne. Nie bój się. A ty dokąd? – zmieszał się Liam.
- Na narty!
- Oby się połamał – zachichotała Jesy, siadając przy stoliku przed barem. – Dla mnie herbata i nic więcej.
- Chcę pizzę! Lepiej dwie – krzyknął Niall, dołączając do Nelson.
- Może od razu weź trzy. Na farcie dostanę kawałek – uśmiechnęła się Leigh.
- Ja z Liamem pójdziemy zamówić – Jade pociągnęła Payne’a do środka, zostawiając resztę na tarasie.
- Paul miał racje, ładne to Zakopane – rozmarzył się Horan, wystawiając buzię do słońca.
- Tak – przytaknął Harry. – Dobrze, że nie jest zakopane.
- Ale jest – sprzeciwił się Tommo.
- Boże, Lou, ty kretynie!

Po udanym posiłku, wszyscy rozeszli się po Gubałówce w poszukiwaniu pamiątek i innych atrakcji.
- Smakowało? – zapytał Zayn, wyrzucając opakowanie po oscypkach.
- O dziwo tak – uśmiechnęła się Perrie.
Szli razem główną alejką, obserwując budki oferujące najróżniejsze słodycze, tatuaże z henny i pamiątkowe zdjęcia z widokiem na Giewont.
- Jak myślisz – Malik przerwał chwilę ciszy, obejmując Pezz ramieniem. – To wszystko, co się tu dzieje, przetrwa? – spojrzał na nią wyczekująco.
- Co masz na myśli? – blondynka pochwyciła jego wzrok, zatrzymując się. Usiedli na ławce z widokiem na stok narciarski.
- Wiesz – Zayn wzruszył ramionami, oglądając popisy profesjonalnych narciarzy. – Jade z Liamem. Leigh i Niall…
- Leigh i kto? Nie gadaj, że ty też to zauważyłeś!
- A ktoś jeszcze nie widzi?
- To się porobiło – zachichotała, palcem wskazującym kreśląc kółka po zewnętrznej stronie dłoni Zayna.
- Swatka Direction.
- Oh, Zayn – westchnęła Perrie. – A my?
- My? – chłopak zmarszczył brwi, chowając jej zbłąkany kosmyk za ucho. – A jest tu nad czym dyskutować?
- Słodzisz mi. Czego chcesz w zamian?
- Kupisz mi hot-doga, bo jestem już spłukany?
Oboje zaśmiali się, wstając ze swoich miejsc.
Zayn przyciągnął Perrie za nadgarstek, złączając ich usta w krótkim, delikatnym pocałunku. – Proszę? – dodał, opierając swoje czoło o jej.
- Szantażysta – bąknęła, jednak po jej ustach błąkał się uśmiech. – Chodź, Jade i Liam złoją nam skórę, jak spóźnimy się na zbiórkę przy kolejce powrotnej.

_____________________________________________________________________
Cześć misie!
BYŁAM NA TIU DFERGTBYWRTEWEVBTYUEYWTERVBGNHTMYTERE! Okej, przepraszam xD
Ja i Agnes zakładamy fan-pejdż Jesy. Hahaha.
Komentujcie, bo chyba będziemy musiały wam postawić ultimatum! ;p
Buziaki :)

Hej! <3
Nie chwal się debilu, bo nie wszyscy jeszcze byli ;p
Rozdział jest chyba najdłuższym jaki napisałyśmy na tego bloga ;p
Na razie chwilka spokoju i wytchnienia, akcja dopiero potem rozkręci się na nowo ^ ^
Komentujcie! <3

piątek, 23 sierpnia 2013

Rozdział 14

* następnego dnia *

- Pobudka, misiaczki! – Paul wpadł do chłopców z krzykiem. Obudził nawet Zayna, a jego twardy sen był czasami niemożliwy do przezwyciężenia.
- Na miłość boską, czy ciebie matka natura wydziedziczyła?! Jest ósma rano! – Louis zakrył twarz poduszką, ignorując Harry’ego, który zabrał mu kołdrę.
- Kto rano wstaje, temu…
- Temu wpierdol daję, zamknij się!
- Skoro nie można po dobroci… - Higgins podszedł do okna i z impetem odsunął żaluzję, wpuszczając do środka oślepiające słońce.
- O matko, moje oczy płoną! – Malik wybiegł z sypialni, chowając się w ciemnej łazience. Oczywiście zabrał ze sobą pościel.
 - 5 minut i widzę was w salonie – mężczyzna wyszedł, dając chłopcom chwilę na doprowadzenie się do stanu godnego funkcjonowania. – Harry, błagam, ubierz coś na tyłek – dodał przez ramię.

- Jak punktualnie! – ucieszył się, kiedy cała piątka przywlokła się, chwytając za kubki kawy, które miał w zwyczaju kupować im każdego ranka podczas trasy. – Mam dla was niespodziankę – klasnął w dłonie, przejeżdżając wzrokiem po zaspanych twarzach pozbawionych entuzjazmu. – Wyjeżdżamy!
- Co?! – podekscytowany Niall rozsypał płatki, które starał się umieścić w misce. – Ale jak, dokąd? Macie tego drania?
Horan myślami wrócił do poprzedniego wieczora, kiedy to chłopcy ledwo powstrzymali go przed nawrzeszczeniem na dziewczyny. W ostateczności stwierdzili, że to na pewno pomyłka, a Zayn źle skojarzył rysopis z twarzą Matta, więc nie ma się o co martwić. Chyba…
- Niestety, jeszcze nie, ale zapewniam cię, że wszyscy nad tym pracujemy – westchnął, krzywiąc się. – Ale lepiej dla was, jeśli zażyjecie trochę wakacji, odpoczynku. Wiecie, trudno nie zauważyć, że wariujecie w tym motelu. Przeniesienie was po kryjomu ułatwi życie pracownikom hotelu, pod którym dzień i noc sterczą fanki. Tak będzie bezpieczniej – skończył, upijając łyk mocnego expresso. – Wątpliwości?
- Tak. Dokąd jedziemy?
Paul uśmiechnął się jak dziecko zamknięte na noc w sklepie ze słodyczami.
- Zakopane!
Tommo zarszczył brwi.
- To gdzieś pod wodą?
- Naprawdę? – Higgins rozejrzał się po zdezorientowanych twarzach podopiecznych. Westchnął z rezygnacją. – Zakopane to malownicze miasto przy samej granicy Polski ze Słowacją. Jest piękne i magiczne i możecie mi podziękować, że wam to załatwiłem.
- No nie wiem, nie było w ofercie jakichś odkopanych wysp na Hawajach?
- Louis, nie doceniasz mnie!
- Możemy mieć osoby towarzyszące?
Oczy wszystkich skierowały się na Zayna.
- Mam na myśli, że chciałbym zabrać parę osób.
- Malik, słoneczko, posłuchaj, bezpieczniej będzie, jeśli…
- Nie jadę.
- Zayn!
- Nie, Paul, nie jadę!
- Ale wczoraj byłeś zły na dziewczyny, nawet na nas, że ci nie wierzymy – wtrącił Harry.
- Ale dzisiaj zmieniłem zdanie i nigdzie nie jadę bez Perrie.
- I Jade – bąknął cicho Liam. – No co? – wzruszył ramionami, napotykając wzrokiem serduszka robione w powietrzu przez Lou.
- Okej, więc… Zgoda, ale tylko dwie…
- Cztery.
- Tylko… Co?! – Paul spojrzał na nich z irytacją. – Nie! Nie ma… Dobra! – uderzył pięścią w stół, kiedy domyślił się reakcji Zayna. – Dobra, cztery osoby i ani grama człowieka więcej!
- Umowa stoi – uśmiechnął się Malik.
- Do grobu mnie wpędzą – ochroniarz teatralnie złapał się za serce.

* parę minut później *

- Jade, Perrie? – Niall zajrzał do kuchni, gdzie krzątały się dziewczyny.
- Cześć, skarbie! – Edwards ucałowała go w policzek, starając się nie wywrócić tacki z kubkami. – Jak się miewasz?
- Jakoś tak… Bywało lepiej – uśmiechnął się krzywo. – Mam sprawę. Co wy na małe wakacje w górach?
- Proszę? – zdziwiona Thrillwal niemal upuściła szklankę.
- Eskortują nas do jakiegoś miasta, które jest zakopane.
- Ale w sensie, że Zakopane?
- No, zakopane, ja nie wiem, jak się nazywa, mniejsza o to. Chcemy was zabrać. To znaczy… - zająknął się. – Was i Jesy. Leigh także.
- Świetnie – Perrie była wyraźnie podekscytowana. – Tylko co z urlopem – skrzywiła się.
- O to się nie martw! Załatwimy to – Horan puścił jej oczko, wyraźnie rozbawiony. – Więc?
- Więc nie widzimy przeciwwskazań! – Jade roześmiała się, upuszczając feralną filiżankę.
- Sierota!

* tymczasem na górze *

- Cztery dziewczyny? – Paul uniósł brwi w zamyśleniu. – Któraś pomoże nam w drugim dnie tej przeprowadzki?
- Nie dość, że Zakopane to ma drugie dno?
Mężczyzna strzelił młynka oczami. Louis to kretyn.
- Miałem nadzieję, że Niall jakoś wyluzuje, zapomni. Trochę się zestresował przez tą całą dziewczynę. Zginęła przez niego i…
- Nie musisz mi o tym ciągle przypominać – podskoczył w miejscu, słysząc głos Horana. – Dziewczyny jadą z nami. Nie ma za co – prychnął, zamykając się na balkonie.
- Oj, Higgins, ale z ciebie kretyn – westchnął Louis.

* u dziewczyn *

- Jesy! Leigh-Anne! - krzyknęła Perrie, gdy tylko zamknęła za sobą drzwi ich mieszkania.
- Co znowu? - zapytała Pinnock, schodząc z góry wraz z przyjaciółką.
- Pakujcie się, wyjeżdżamy - klasnęła w dłonie.
- Co? Jak to? Gdzie? - zaczęła Nelson.
- Do Zakopanego na kilka dni.
- Co to, kurwa, jest Zakopane? Brzmi jak jakieś miasto, które jest serio zakopane? - odezwała się zdezorientowana mulatka.
- Jak Niall, no dosłownie! Też tak mówił - zaśmiała się blondynka. - Zakopane to takie miasto przy granicy Polski ze Słowacją. Widziałyśmy zdjęcia, tam jest ślicznie - uśmiechnęła się.
- Okej, to już wiemy, ale nadal zastanawia mnie, po co jedziemy i z kim.
- Oj Leigh, czy ty musisz zawsze zadawać tyle pytać? Po prostu się spakujcie, a potem wszystko zobaczycie. Mamy na to godzinę - powiedziała Thirlwall i udała się na górę.
Wszystkie zabrały potrzebne rzeczy na wyjazd. Biegały z jednego pokoju do drugiego, pożyczając od siebie ubrania. Oczywiście odpowiedzialna Jade musiała sprawdzić, czy koleżanki zabrały wszystko.
- Ty na serio powinnaś być z Liamem, powiedziałabym, że do siebie pasujecie - powiedziała Leigh, gdy stały już przy samochodzie, pakując walizki do bagażnika. Niebieskowłosa nie zareagowała, tylko lekko się zarumieniła. Jesy i Leigh wymieniły znaczące spojrzenia. Coś jest na rzeczy.
- Będziemy musiały z nimi porozmawiać - szepnęła Nelson, wsiadając do samochodu.
- Tak, wiem - westchnęła Pinnock, zajmując swoje miejsce.

Dojechały po dwóch godzinach. Szybko wysiadły z samochodu i skierowały się w miejsce wyznaczonego spotkania.
- Dłużej się nie dało - zachichotał Liam, podchodząc do Jade.
- Były straszne korki przez jakiś wyp...
- To z nimi jedziemy - przerwała jej Jesy. - Nie chciały nam powiedzieć, z kim i dlaczego.
- Będzie się działo - zaśmiała się Leigh. - Tylko spójrzcie na nich - skinęła w stronę Jade i Liama, a następnie Zayna i Perrie. - Coś mi się wydaje, że lepiej dać im spokój w tym Zakopanym, czy jak to tam się nazywa. Swoją drogą, co to za nazwa? Zakopane? To brzmi, jakby było zakopane gdzieś pod wodą lub pod ziemią.
- Też o tym mówiłem - odezwał się Niall.
- I ja! - wtrącił się Louis. - Mam nadzieję, że będzie fajnie.
- Oby, bo nie mam zamiaru wysłuchiwania twojego marudzenia - jęknął Harry.
- Czy ty coś sugerujesz?
- Nie nic, skarbie. Mam tylko na myśli, że czasami jesteś gorszy niż kobieta w ciąży - wzruszył ramionami, na co dziewczyny i Niall wybuchnęli śmiechem.
- Tak się bawimy? Okej! Będziesz coś ode mnie chciał! Wtedy pogadamy! - warknął i wsiadł do samochodu.
- Ale kotku...
- Nie kotkuj mi tu teraz! Nie rozmawiam z tobą. I nawet nie próbuj... - nie zważając na zakazy Tommo, Harry wszedł do środka i przyciągnął go do siebie, zamykając usta krótkim pocałunkiem.
- Oni są słodcy - jęknęła Leigh. - Nawet nie umieją się na siebie długo gniewać.
- Przede wszystkim tutaj są wolni, jak wrócimy do pracy, nie będzie tak koloro - szepnął Niall, wsiadając do drugiego samochodu. Jesy i Leigh udały się za nim. Woleli jechać razem, aby zostawić zakochańców samych. Zajęli dwa busy, w trzecim jechała ochrona.
- Ile będziemy jechać? - zapytał Niall, gdy wyjeżdżali z miasta.
- Coś około sześciu godzin, to zależy, czy z postojami - powiedział Jack, jeden z ochroniarzy.
- Jakie my mamy szczęście, że jedziemy we troje. Coś czuje, że w ich aucie będzie się działo.
- I tu, Jesy, przyznam ci rację. Wiem z doświadczenia - zaśmiał się Horan, otwierając paczkę żelek. Niestety, nie zjadł ich dużo, odkąd po chwili rozpoczęła się wojna. W busie "miłości" było jeszcze gorzej. Harry i Louis próbowali sprawdzić, jak lata telefon Zayna, natomiast Malik próbował się zemścić i wyrzucił jedzenie Styles'a za okno. Liam i Jade co chwilę starali się zapanować nad chołotą, a biedna Perrie siedziała przy oknie, uderzając głową o szybę. Żałowała, że nie pojechała z Niallem, Jesy i Leigh.
- Boże! Zabierz mnie stąd - szepnęła sama do siebie, ale usłyszał to Zayn.
- Co się stało?
- Zachowujecie się jak wariaci, aż mnie głowa rozbolała.
- Okej, już będę cichutko - uśmiechnął się. - Styles, ty gnido. Jak ja cię zaraz rzucę tą poduszką, to zobaczysz! - znowu wybuchnął i tak zaczęła się kolejna bijatyka, w której ucierpieli wszyscy.

- Nareszcie! - krzyknęła Perrie, wybiegając z samochodu.
- Co tam? - zapytała lekko zdezorientowana Jesy.
- Lepiej nie pytaj. Latały cukierki, żelki, poduszki, telefony i wiele innych rzeczy. Masakra.
- Oj, nie przesadzaj, Pezz. Gdy jesteśmy w trasie bywa o wiele gorzej - wtrącił się Louis.
- A gdzie Niall i Leigh? - zapytali równocześnie Liam i Jade.
- Chodźcie, ale bądźcie przez chwilę cicho, błagam - powiedziała Nelson i podeszła do busa. Otworzyła drzwi i ich oczom ukazała się śpiąca Leigh, przytulona do Nialla, który obejmował ją ramieniem.
- Stoczyli wojnę na żelki, a potem gadali o tym miejscu i w pewnym momencie po prostu zasnęli - szepnęła.
- To słodkie - uśmiechnęła się Thirlwall.
- Może nasz Horanek teraz zapomni o tej całej sprawie z Julią - zaczął Harry.
- I nie będzie już o tym więcej myślał - dokończył Zayn.
- Oby - wtrącił Liam.
- Niall, Leigh, jesteśmy.
- Co? - dziewczyna przetarła oczy.
- Już? - zaspany Irlandczyk przeciągnął się. Oboje wygrzebali z samochodu i ruszyli do domku, który był dla nich zarezerwowany.

- No więc... - zaczął Paul, wchodząc do mieszkania. - Mam dla was przydzielone pokoje. Są cztery pokoje dwuosobowe, i jeden jednoosobowy, więc kto...
- Ja biorę ten jednoosobowy - krzyknęła Jesy, zabierając swój klucz i walizki.
- Ja i Perrie bierzemy jeden - powiedział Zayn, zabierając ich rzeczy.
- Harry i ja następny - odezwał się Louis.
- No to Liam i ja kolejny - odparła nieśmiało Jade. Liam tylko uśmiechnął się, złapał ją za rękę i oboje poszli na górę.
- No to dla was zostaje dwuoso... - zaczął Paul, ale nie dokończył.
- Jesy! Zatrzymaj się i to w tej chwili! Dlaczego ty nie możesz mieć pokoju ze mną? - warknęła Pinnock.
- Skarbie, ja mieszkam z tobą codzinnie, więc chcę mieć chwilę spokoju - zaśmiała się, wchodząc na górę.
- Niestety, nie mamy innego wyboru. Będziemy musli...
- Oj, nie marudź. Nie będzie tak źle - uśmiechnął się Niall, zabierając swoje walizki. Lekko zdezorientowana Pinnock ruszyła zaraz za nim.

____________________________________________________________________
Hej :)
Tutaj Agnes. Niestety dzisiaj nie ma Cuckoo, ponieważ wyjechała, ale rozdział napisałyśmy wcześniej i teraz ja go dzisiaj dodaje.
Ten rozdział, jak widzicie jest troszkę spokojniejszy od reszty. Mam nadzieję, że Wam się podobał :)
Komentujcie proszę, bo to zachęca do dalszego pisania, a także pozwala naprawić to co robimy źle, więc wyrażajcie swoje opinie, bo to ważne.
Buziaki! <3

piątek, 16 sierpnia 2013

Rozdział 13

Poranek w domu Jussa nie należał do najmilszych. Jesy i Leigh siedziały cicho, kiedy podczas śniadania Justin próbował je przeprosić. Nie zaszczyciły go nawet spojrzeniem. Perrie i Jade nie odstępowały swoich przyjaciółek na krok. Bały się, że mogą coś zrobić chłopakowi.
- Możecie się w końcu odezwać? Ta cisza jest wkurwiająca. Próbuje was przeprosić od godziny - wybuchnął Bieber. - Czy to tak ciężko? - zapytał po chwili. Dziewczyny wzruszyły ramionami, zabrały talerze i zakneblowały się w salonie.
- To trudniejsze niż myślałem - jęknął załamany.
- I tu się z tobą zgodzę - westchnęła Thirlwall.
- Mam dla ciebie małą radę - wtrąciła Perrie. - Lepiej daj im dziś spokój, bo inaczej to się źle skończy, serio.
- Dziewczyny? - zaczęła Patrycja. - Wiecie, że my za pięć minut musimy wychodzić, a one zostaną z nim sam na sam?
- To weźmiemy je ze sobą.
- Wiesz, że nam nie wolno. Nie powinny z nami siedzieć w robocie.
- A mamy inne wyjście, Jade? One go zasiekają, jak tylko zamkniemy drzwi - prychnęła Edwards, wskazując salon.
- No okej, ale to nie skończy się dobrze. Zobaczycie.
- Oj, już nie dramatyzuj.
- Leigh! Jesy! Chodźcie na chwilę! - krzyknęła blondynka, a w kuchni pojawiły się obie dziewczyny.
- Czego znowu? - warknęła Pinnock.
- Zbierajcie się, jedziecie z nami - powiedziała Pati, zakładając bluzę i buty.
- Po chuja? - Nelson strzeliła młynka oczami.
- Dobrze wiemy, że jeśli zostaniecie z Justinem, nóż znajdzie inne zastosowanie, niż krojenie chleba - wtrąciła się niebieskooka.
- Przecież...
- Daj spokój Jesy, to i tak nic nie da - przerwała zrezygnowana Leigh.

Do hotelu dojechały po godzinie. Perrie, Jade i Patrycja od razu skierowały się do hotelu, natomiast Jesy i Leigh-Anne postanowiły przejść się kawałek niedalekim parkiem. Rozmawiały o całej sytuacji z Justiniem. Jakiś cudem doszły do wniosku, że obie mają dość tego całego zabijania. Naprawdę polubiły chłopaków z One Direction.
- Ale wiesz... - zmartwiła się Leigh. - Perrie i Jade traktują to nadal jako zadanie. Na razie nie mówiły, że jest inaczej, więc to powinno zostać między nami.
- Zgadzam się. Lepiej nic nie wspominać.
- Tak będzie dla nas lepiej. Jeśli dziewczyny się dowiedzą, mogą pójść z newsem do Justina i Patrycji, a to byłoby dla nas najgorsze rozwiązanie.
- Może i masz rację. Lepiej...
- Hej - ich rozmowę przerwał głos Nialla. Zatrzymały się i dostrzegły chłopaka z blond czupryną. Szedł powoli, oczy miał czerwone, podkrążone od płaczu i braku snu.
- Hej, Niall. Jak się czujesz? - zapytała wyraźnie strapiona Pinnock.
- Jest okej, tak mi się wydaje - powiedział cicho.
- Mam nadzieję, że złapią szybko tę osobę, która to zrobiła - wtrąciła się Jesy. - Nie chcemy, żeby wam też stała się krzywda.
- Oby. Już dość siedzenia tutaj i tych wszystkich nakazów i zakazów. To cholernie wkurzające - westchnął. - A czemu wczoraj tak szybko zniknęłyście? - rzucił nagle. - Liam mówił, że ty... - skinął na Leigh. - Jakoś wybiegłaś czy coś. Wszystko w porządku?
- Bo ja...um...wiesz...musiałam... - zaczęła, jąkając się.
- My...uhm... musimy już iść, bo... bo obiecałyśmy dziewczynom, że zaraz wrócimy. A sam znasz Jade, wiesz, jak ona martwi się na zapas - zaśmiała się nerwowo Nelson.
- Tak, wiem. Zupełnie jak Liam - zaśmiał się Horan. - Zawsze martwi się na zapas. Najwidoczniej do siebie pasują.
-  Zapewne tak.
- To my uciekamy - pomachały mu i oddaliły się.
- Dziwne - szepnął sam do siebie, ruszając w kierunku hotelu.

* w apartamencie chłopców *  

- Nudzę się – westchnął Harry. Bawił się jedzeniem, układając z owoców dziwne ludziki. Przynajmniej jako jedyny zajął się czymś kreatywnym, podczas gdy reszta leżała na kanapach, prezentując się ni mniej, ni więcej: „Let me die alone”.
- Na miłość boską, Liam! – Malik przekręcił się na drugi bok, zwalając na ziemię zdegustowanego Stylesa. – Przestań łazić.
- Nialla nie ma 19 minut i 58 sekund.
- Liam, zluzuj gacie. Młody potrzebuje chwili dla siebie – Tommo zmarszczył brwi w grymasie, kiedy nie przeszedł do następnego poziomu Angry Birds.
- A co jeśli znowu gdzieś…
- Jestem – zmęczony głos Nialla przerwał chwilę krępującej ciszy. – Coś się stało?
- Nie było cię 20 minut i trzynaście sekund, więc Liam chciał dzwonić po Supermana. Ała! – poduszka z hukiem uderzyła w łeb Zayna.
- Jesteście do dupy – Horan pokręcił głową, jednak na jego ustach majaczył cień uśmiechu.
- Lepiej wyglądasz – rzucił Payne, ignorując chichoty kolegów.
- Mówiłem, że świeże powietrze dobrze mi zrobi. Spotkałem nawet dziewczyny.
- Kogo?
- Leigh i Jesy spacerowały parkiem. Jakieś niemrawe były – wzruszył ramionami, rozkładając się w fotelu i biorąc pilota.
- Co masz na myśli? – Louis wyłączył iPada.
- Spławiły mnie, kiedy spytałem, o co chodziło wczoraj. Ogólnie jakoś tak – zamyślił się. – Jakieś tajemnicze są. Sam nie wiem.
- Może pogadaj z Pezz?
- Louis, nie, już coś mówiłem na ten temat – Malik zerwał się z miejsca, jednak w drzwiach zatrzymał go komunikat spikera wiadomości BBC.
- Najnowsza informacja z komisariatu policji w Warszawie. Mamy portret pamięciowy chłopaka, który prawdopodobnie odpowiada za wszystkie masowe ataki na gwiazdy. Ostatni, groźny w skutkach wypadek na koncercie 1D, który przyniósł ze sobą inne ofiary, to tylko fundament tego, co człowiek ma na sumieniu. A oto rysopis przedstawiony przez panią Julię Sasis, przed nagłą śmiercią zdążyła złożyć zeznania.
- O… kurwa… mać… 
- Co jest? – spojrzeli na mulata z dezorientacją.
- Matt! To Matt! A może… Kurwa!
- Czy Matt nie jest przyrodnim bratem Jesy z problemami psychicznymi? Zayn? Boże, Zayn, w porządku? – Harry podszedł do Malika, który wyglądał jakby przejechał się największą kolejką w wesołym miasteczku.
- To jest, kurwa, obłęd! Obłęd! – i wyszedł, trzaskając drzwiami.
- O cokolwiek chodzi, ja muszę pogadać z Jesy i Leigh – Niall zerwał się miejsca.

___________________________________________________________
Cześć! :)
Boże, nie wiem, co napisać, to takie straszne, bo ja zawsze mam wiele do powiedzenia. Okej, kocham was! Żeby jakoś wyłudzić komentarze (podła ja!).
Buziaki!

Hej! :)
Wow! Cuckoo nie wie co napisać? To nowość!
Korzystajcie póki możecie haha ;p
No to mam nadzieję, że rozdział był w porządku i że Wam się podoba :D
Jeśli czytacie t opowiadanie to proszę zostawcie komentarz, bo to dla nas ważne, żeby znać waszą opinię :)
To tyle ode mnie.
Pa <3

piątek, 9 sierpnia 2013

Rozdział 12

- Co jest? - zapytała przejęta Leigh.
- Julia...
- Co z nią? - wtrącił Liam.
- O...ona...n...nie...
- Ona nie przyjdzie? Kurde, szkoda – westchnął Tommo.
- Nie żyje… - szepnął Niall, opierając się plecami o drzwi. Głową mocno uderzył w ścianę i zacisnął powieki.
- Kurde, szko… Czekaj! – Zayn zmarszczył brwi. – Wow! Powtórz! Ja chyba źle…
- Nie żyje – wzruszył ramionami. Bawił się palcami, jakby nic się nie stało.
Jesy popatrzyła na niego z przerażeniem.
- Niall? – podeszła bliżej chłopaka i ukucnęła, patrząc mu w oczy. – Niall? Kto dzwonił?
- Byłem ostatnią osobą, do której SMS’owała. Policja oddzwoniła. Znaleźli ją w parku – prychnął.
- Niall? Dobrze się czujesz?
- Zachowuje się jak moja babcia po śmierci dziadka – rzuciła Jade. – Jakby nie przyjmował tego do wiadomości.
- Niall? – Liam potrząsnął jego ramieniem. – Może pójdziesz się położyć, a ja sprawdzę, czy…
- Nigdzie nie pójdę! – wrzasnął.
- Hej, spokojnie! – Payne skinął na Zayna, który wstał z fotela, by pomóc Liamowi.
- Chodź, Niall. Musisz odpocząć – Zayn podźwignął go, mimo że stawiał opór.
- Ja… po prostu… - nie dokończył. Rozpłakał się jak dziecko, wprawiając wszystkich w zakłopotanie. Nie wiedzieli, co robić, bo w takiej chwili nie można powiedzieć: „Będzie dobrze, spokojnie”. Malik posłużył za żywą chusteczkę, wyprowadzając go z pokoju i szepcząc słowa pocieszenia.
- Zadzwonię, dowiem się, o co w ogóle chodzi – westchnął Harry, biorąc telefon.
- Zabiję go, kurwa – bąknęła pod nosem Leigh. – Zabiję go, kurwa jego mać.
Wstała i wyszła. Po raz kolejny zapanowała krępująca cisza.
- My chyba powinnyśmy… - Perrie niepewnie podniosła się z miejsca. – Pójść za nią – uśmiechnęła się przepraszająco.
- Taaak – westchnęła Jesy, kierując spojrzenie z Edwards na Thrilwall i z powrotem. – Będziemy lecieć.
- Przydałybyście się tutaj – rzucił Louis, szukając w Internecie wiadomości na temat jakiegokolwiek morderstwa w okolicach Warszawy.
- Ale Leigh… Nie możemy jej tak zostawić – skrzywiła się Nelson.
- Mhm – Jade prawie że wypchnęła dziewczyny z apartamentu. – Dajcie znać jak młody – pomachała im, szybko opuszczając pokój.
- To…było…
- Podejrzane? – Liam podrapał się po brodzie, wymieniając z Lou skonsternowane spojrzenia.
- Chłopaki? – Zayn wrócił do salonu, zdejmując przemoczoną koszulkę. – Gdzie wszyscy? – rozejrzał się dookoła.
- Dziwna historia – Tomlinson machnął ręką. – Jak się trzyma?
Malik podniósł brew i wskazał palcem na podkoszulek kapiący od łez. – A jak myślisz? – westchnął, szukając w szafie czegoś suchego.

Niall leżał na podłodze w łazience. Woda leciała z kranu, pozorując korzystanie z toalety. Przywarł policzkiem do chłodnej glazury, od czasu do czasu wycierając miejsca, po których płynęły obfite słone krople.
- Niall? – Harry cicho zapukał, próbując pociągać za klamkę. – Niall? W porządku?
Brak odpowiedzi.
- Niall… Otwórz, proszę – do uszu chłopaka dotarł dziwny dźwięk. Pewnie Styles uderzył czołem w drzwi. – Niall, daj chociaż znać, że żyjesz!
- Odejdź! – krzyknął blondyn, rzucając rolką papieru. Jakby to w ogóle coś dało.
- Ale…
- Chcę być sam, możecie mi dać święty spokój?! – wrzasnął, podnosząc się z miejsca. Z impetem otworzył drzwi. Harry, nie spodziewając się, w ostatniej chwili złapał równowagę.
Horan wyszedł, zostawiając chłopaków z grymasami na twarzy.
- Pójdę za nim. Nie będę ryzykował, co mu strzeli do głowy – westchnął Liam, ruszając śladami Irlandczyka.
Louis oparł brodę na ramieniu Hazzy, patrząc na kanapy, gdzie jeszcze przed chwilą mieli niezły ubaw.
- Nie umieraj, dobrze? – spojrzał w zielone oczy Stylesa.
- To dobijające – westchnął Zayn, podchodząc od drugiej strony Harry’ego. – Zaangażujcie mnie na chwilę w te czułości. Smutno się zrobiło.
Loczek objął obojga, ciągnąc ich przed telewizję.
- Nic tu po nas, poszukajmy chociaż jakichś istotnych szczegółów o wypadku. Muszą powiedzieć w TV – westchnął, biorąc do ręki pilota.

* w tym samym czasie u dziewczyn* 
- Leigh! - krzyknęła Jade, wybiegając z dziewyczynami z hotelu. - Leigh-Anne, czekaj! - Leigh, do chuja pana, zatrzymaj się w końcu! - wrzasnęła Jesy. - Zapierdole sukinsyna! - odkrzyknęła, wsiadając do samochodu. - Pinnock, do kurwy nędzy, nawet się nie waż - zagroziła Perrie, ale to nic nie dało, bo po chwili usłyszały tylko pisk opon i mogły podziwiać ich oddalający się samochód. - Kurwa! - warknęła Nelson. - Przecież ona go zabije. Dobrze wiecie, że jak się wkurzy, to nie ma przebacz - jęknęła Thirwall. - Teraz tylko musimy znaleźć jakiś transport do domu - westchnęła Edwards. - Dziewczyny? - Jesy wpatrywania się w pusty parking. - Przecież przyjechałyśmy później, a wy macie drugi samochód, więc gdzie on jest? - spojrzała na swoje przyjaciółki, po czym wszystkie wybuchnęły śmiechem. - Tak to jest, jak się ma za dużo na głowie! - Oj, nie marudź, Pezz. Trzeba powstrzymać Leigh przed zabiciem Justina - krzyknęła niebieskowłosa. We trzy skierowały się do drugiego auta. Starały dojechać się jak najszybciej, ale korki w mieście niczego nie ułatwiały. Tak to jest, gdy przebywa się w zatłoczonej stolicy. Dotarły dopiero po półtorej godziny. Ruszyły biegiem w stronę drzwi. - Zapierdole Cię! - usłyszały krzyk Leigh. - O co ci chodzi? - Ja ci, kurwa, dam, o co mi, kurwa, chodzi! - Ale serio nie wiem, czego ty ode mnie chcesz! - Zabiłeś ją! Teraz to samo zrobię z tobą! - darła się Pinnock. - Albo nie! Najpierw powieszę cię za jaja na latarni, potem zastosuję szantaż, a na końcu zapierdolę jak psa. - Co ty chcesz z tym zrobić? - do ich uszu dobiegł przerażony głos Justina. - Leigh, nie wygłupiaj się i odłóż ten nóż! - Ani mi się śni! - warknęła. - Ciebie totalnie... - darł się, zbiegając po schodach. - Dzięki ci Boże! Nareszcie jesteście. Ona oszalała! - powiedział, chowając się za zdezorientowanymi dziewczynami. - Ja Ci dam oszalała! Chodź tu! - warknęła, podchodząc bliżej. - Leigh uspo... - Jadey, błagam, nie zaczynaj. Jestem wkurwiona na niego, nie chce też na ciebie. - A mówiliście, że to mnie trzeba zamknąć w pokoju bez klamek. Ona by się tam lepiej nadawała. - Zamknij mordę! - SPOKÓJ! - wrzasnęła Jesy. - Ty się ogarnij - skinęła na przyjaciółkę. - A ty przestań się za nami chować, jakbyś był ciotą! Co z ciebie za facet? - zakpiła. - Jestem bezbronny, idiotko, a ona ma nóż. Czy ty masz mózg? Jakie mam szanse? - prychnął. - Idiotko? Czy mam mózg?! Leigh! Dawaj mi ten nóż! Zapierdole go tu i teraz! - wrzasnęła Nelson. Wyrwała Leigh broń i odwróciła się w stronę lekko wystraszonego chłopaka. - Co tu się dzieje? - w drzwiach stanęła Patrycja. - Ona - zaczął Justin, wskazując na Jesy. - I ona! - następnie na Leigh-Anne. - Chcą mnie zabić, a ja nawet nie wiem za co! - Znowu kłótnie?! Serio?! Nie można zostawić was nawet na pięć minut?! - Nas tak, ale tego kretyna nie - warknęła Pinnock. - Zabił Julię. - I co z tego? To był rozkaz szefa, nie miał wyboru. - wzruszyła ramionami. - Poza tym, chyba zapomniałyście, co my tu robimy. Zabijanie ludzie jest na porządku dziennym, więc w czym problem? - W ogóle czemu ci tak przeszkadza ta laska? - zapytał Bieber. - W tym, że nie dość, że jesteś ścigany, to jeszcze dokładasz nam kłopotów! Nie pomyślałeś, że oni mogą, porzez ciebie, dotrzeć do nas? - Faktycznie. - Dobra, mam tego dość. Idę spać, ale przysięgam, że jeszcze się z tobą policzę, jak będziemy sami - zagroziła czarnowłosa, udając się do swojego pokoju. - Ja też - dodała Jesy, ruszając za przyjaciółką. - My chyba prześpimy się dziś z nimi. - Nie wiadomo, co mogą zrobić w nocy, a to, że mają pokój razem, pogarsza twoją sytuację, Justin - wtrąciła się Jade, po czym obie udały się do pokoju Jesy i Leigh. - Nie podoba mi się to wszystko - Pati pokręciła głową. - One stoją za sobą murem, więc następnym razem moja pomoc może nic nie zdziałać. Uważaj na siebie, Bieber, bo to może się źle skończyć. Wiesz, że jak popełnisz jeszcze jeden błąd, zajebią cię bez mrugnięcia okiem? - Tak, wiem, wiem... - westchnął zrezygnowany.

__________________________________________
Hej! :)
No to ten, dostałam po łbie za śmierć Julii. Klaudia jest psychiczna. Nie pozdrawiam.
Agnes nie miała dzieciństwa, bo nie oglądała na Zig Zapie "Dziewczyny i chłopaki". Pomódlmy się za nią. Amen.
Miłego czytania! ^^
Adijos!

Cześć!

W tamtym tygodniu Cuckoo śpiewała mi piosenki z bajek, a w tym....KOLĘDY!
Powinniśmy ją zamknąć w pokoju bez klamek, serio xd
A co do bloga, to mam nadzieję, że rozdział się podoba :)
Komentujcie <3
Agnes xx